Na naszej
Ziemi jest jedno bardzo osobliwe miejsce. Jest tam pełno ludzi; często takich,
których nienawidzimy. Panuje atmosfera snu, ociężałości, napięcia. Wszyscy z
nadzieją czekają tylko na jedno: dzwonek oznajmiający koniec męczarni. Tak,
chodzi mi o szkołę, Boże jedyny, jak ja nienawidziłam tego miejsca. Wszędzie
wokoło pełno nauczycieli, którzy pilnowali mnie na każdym kroku i przypominali,
że wystarczy jeden błąd, wpadka, niewłaściwe zachowanie, i wylatuje ze szkoły.
Cóż, tyle razy wylali mnie ze szkoły, że jest to już u mnie norma. Jednak, moja
kochana matka postanowiła się uwziąć i robić za dobrą mamuśkę, więc zagroziła
mi, że mam utrzymać się w tej szkole do końca roku, co nie jestem pewna czy
jest możliwe. Nawet nie wiem czym mi zagroziła, bo po jakimś czasie przestałam
jej słuchać. Jestem pewna, że za jakiś czas przejdzie jej ta nagła matczyna
miłość.
Cały dzień snułam się
po szkole nie mogąc racjonalnie myśleć. Ciągle w głowie miałam obraz
widma mojej przyjaciółki, co oznaczało, że niedługo umrze. Nie wiem jak wy
byście na to zareagowali, ale mnie to przejmowało; nie mogłam jej o tym
powiedzieć, bo na pewno by mi nie uwierzyła. Monique była typem osoby,
która wierzy tylko w logiczne fakty i uzasadnione zjawiska. Nie lubiła, kiedy
ktoś obalał jej argumenty, w oparciu w coś, co ona uważała za kłamstwa i bajki.
Nadal mnie dziwi jak ona mogła utrzymywać ze mną jakiś kontakt, skoro byłam jak
wybryk natury. Ale w to nie wnikam. Nie posiadałam żadnego pomysłu,
co miałam zrobić, by zapobiec jej śmierci; no bo raczej nie chciałam stać
obok i się przyglądać jak moje kumpela umiera.
Istniała jeszcze jedna
opcja; Nick. Znałam go znacznie dłużej niż Monique, więc była spora szansa, że
mnie zrozumie. To typ naukowca, który chodzi na siłownię. Super połączenie –
chłopak uwielbiający szkołę, naukę, książki, który jest wysportowany i szybki.
Nie raz już inni chłopacy i trenerzy namawiali go do wstąpienia do jakieś
drużyny, ale bez skutku. Taki już jest, uparty jak osioł i jak postawi na swoim
to długo nie chce z tego zrezygnować. W sumie jak nie patrzeć, był taki sam jak
Monique, z tym wyjątkiem, że ona nie lubi sportu.
Nicka znałam od zawsze. Jego
mama i moja kiedyś nawet się przyjaźniły, więc i my się zakumulowaliśmy. No ale
moja mama zaczęła coraz więcej pracować, no i do tego miałam mnie jeszcze
bardziej gdzieś. A i jeszcze pani Sailes – mama Nicka zapadła się psychicznie,
więc umieszczono ją w zakładzie zamkniętym dla psychicznie chorych. Na początku
nie było z nią tak źle – tylko że jak ja i Nick byliśmy w liceum, to ona już
nawet nie kontaktowała.
Kiedy mieliśmy po kilka lat; może
jakieś osiem, Nick miał starszego brata Kevina. Był od nas sporo starszy,
dlatego nie bardzo go pamiętałam. Raczej był całkiem normalny: miał
dziewczynę, grał w kosza, jego oceny nie przekraczały trói. Często spotykał się
z Niną, swoją dziewczyną. Pewnego dnia po prostu wyszedł z domu i już nigdy nie
wrócił. przyjaciół i znajomych.
Nawet nauczyciele byli zawiadomieni. Bez skutku.
Policja po jakimś pół roku całkiem zapomniała o sprawie Kevina. Dla nich
nie było dla niego ratunku. Zajęli się czymś innym, nie myśląc jak bardzo ranią
tą rodzinę. Pani Sailes nie traciła zbytnio rumoru, nadal jeździła po
wszystkich znajomych, wybierała się w ulubione miejsca syna. Ciągle
bezskutecznie.
W tym czasie spędzała
cały swój czas w domu Nicka. Jego mama była dla mnie co najmniej jak ukochana
ciocia. Rozrabialiśmy co niemiara, ale coś się w nim zmieniło. Nie tak nagle
jak w filmach, ale powoli. Jednego dnia właziliśmy na drzewa, po czym
rzucaliśmy w przechodniów balonikami z wodą. Jednak za kilka dni nie chciał
rzucać, a później w ogóle się wspinać. Kiedy już nie jadł swoich ukochanych
lodów czekoladowych widać było, że coś nie gra.
W tym czasie rodzina Sailes’ów się rozpadała.
Ojciec Nicka i Kevina wychodził rankiem z domu pod pretekstem ,,szukania’’
starszego syna. Nie myślał nic o cierpiącej żonie, która przeżywała zaginięcie
syna coraz mocniej. Lecz kiedy pan Sailes przyszedł do domu i zaczął się
pakować przelała się czara. Jego żona zaczęła się z nim szarpać, a jej mąż
wykrzyczał w twarz, że już rozumie czemu jej nie kocha. Wtedy wyznał jej
prawdę, nadal krzykiem: ,,Interesuje cię tylko twój własny tyłek! To ja całymi
dniami szukałem naszego syna, gdzie ty ryczałaś nie myśląc o naszym drugim synu
w ogóle! Opiekowała się nim obca baba, a gdy wzięłaś go do własnego domu biedny
dzieciak siedzi sam w pokoju i ryczy jak matka! A o mnie już wcale nie myślisz!
Potrzebowałem ciała kobiety obok to ty gniewnie się odsuwałaś! Kiedy cię
całowałem odchodziłaś ze złością, a gdy rozpinałem twoją koszulę uderzyłaś
mnie! Skoro ty mnie nie chciałaś w łóżku, znalazłem inną!’’
I wyszedł z
domu zostawiając samego syna i żonę. Clara Sailes, matka Nicka zrozumiała, że
mąż ją zdradzał, całkowicie się załamała. Po roku jej stałym miejscem
zamieszkania stał się zakład dla psychicznie chorych. Kevina wciąż nie było, a
jej drugim młodszym synem, który wszystko przeżywał jak matka, zajęła się jego
matka chrzestna, siostra Clary.
Na całej lekcji chemii, myślałam co powiedzieć Nickowi. Wyznać całą prawdę
prosto z mostu, czy może owijać w bawełnę? Czy powiedzieć to w gwarze uczniów
czy w ciszy jakiegoś schowka?
- Alians, podaj mi pierwiastek molibdenu – wrzasnęła, chyba już któryś
raz, panna Khoshist, nauczycielka w pełnym wydaniu.
Całe jej życie składa się z chemii. Nawet jej etui jest całe w pierwiastkach.
Nosi tylko młodzieżowe rzeczy, które ją odmładzają. Chyba ma nadzieję, że jakiś
uczeń na nią poleci. Ale czy da się zabujać w babie, która ma sukienkę w
babeczki?
- Pani Khos, a jak długo piecze się takie babeczki? – wybuch śmiechem
Cole. Wszyscy zgranie ryknęliśmy, chyba po to, aby lekcja szybciej minęła.
Kiedy klasa wymieniała uwagi na temat ,,Jak to te babeczki kształcą tyłek
Khos’’ ja nadal myślałam nad tym samym.
Znalazłam mojego przyjaciela
przed szkołą. Rozmawiał z jakimś chłopakiem – widać było, że należał do któreś
z szkolnych drużyn. Gorączkowo rozmawiał z Nickiem, zapewne namawiając go do
wstąpienia do danej drużyny. Mój przyjaciel stanowczo kręcił głową, ale mimo to
się uśmiechał. Codziennie ma takie rozmowy.
Podeszłam do
niego, a on od razu mnie zauważył, usłyszałam więc tylko, że wspomniał
chłopakowi, iż musi już iść. Zamaszystym krokiem zbliżył się do mnie.
Uśmiechnięty jak zawsze.
Większość uczniów naszej szkoły twierdziła, że idealnie do siebie
pasujemy, że doskonale się dogadujemy, więc niedługo na bank zostaniemy parą.
Ja natomiast się z tym nie zgadzam; Nick nie był reprezentantem typu chłopków,
którzy mi się podobali, a po za tym jak na razie nie szukam żadnego chłopka.
Koniec kropka.
- Nadal cię męczą ? – rzuciłam jak był już obok mnie.
- Niestety – odpowiedział. – Już się czujesz?
- A ktoś w ogóle mówi, że źle się czułam – bardziej oznajmiłam niż
spytałam. – Muszę z tobą pogadać…
I tak moje plany
prysnęły. Kiedy wypowiedziałam to zdanie, pojawiła się Maxine. To dziewczyna
Nicka. Kiedyś po cichu obie się nienawidziłyśmy. Ale pewnego dnia powiedziałam
jej wprost, że jej nie lubię – no co, nikt nie wspominał, że mam równo pod
sufitem. Od tamtej pory traktowałyśmy się znośnie; docinałyśmy się, rzucałyśmy
kwaśne komentarze, byłyśmy wredne i nie mogłyśmy przebywać w jednym
pomieszczeniu razem dłużej niż kilka minut. Nick był z tego powodu zawiedziony,
bo wiedział, że jego najlepsza przyjaciółka i dziewczyna w ogóle się nie
dogadują.
Przyjście Maxine coś mi uświadomiło. Nick w
życiu by mi nie uwierzył. Uznałby to za dobry żart i tyle. No bo niby co miała
mu powiedzieć: ,,Wiesz co, widzę duchy i widma ludzi, którzy w najbliższym
czasie umrą. Nie dawno widziałam takiego ducha Monique, więc musimy coś zrobić,
by ją uratować, ale nie wiem co. A tak w ogóle, co u ciebie?’’ Taa, ekstra
pomysł. Na pewno mi nie uwierzy. Miałam to w kieszeni.
- Co chciałaś powiedzieć..- wyrwał mnie z zadumy. Czule obejmował Maxine
i uśmiechał się do niej. Nie ma chyba bardziej uroczego obrazka. Fuuu.
- W sumie to nie pamiętam co, bo przerwała mi ta tutaj - od
niechcenia wskazałam ręką na dziewczynę.
- Co ty masz na
sobie? – parsknęła dziewczyna, patrząc na mnie nienawistnym spojrzeniem.
- Lepsze to niż mini
odsłaniającą pół tyłka – zażenowana zaczęła obciągać swoją spódnicę, która w
sumie nie była, aż taka krótka.
- Dziewczyny, błagam
was – jęknął Nick.
Patrzyłam
na niego, niczym dziecko, któremu coś zakazano. Wspominałam, że Nick się
zmienił? Otóż, gdyby nie przeszedł tej magicznej metamorfozy, raczej w tamtym
momencie, zamiast obściskiwać się z Maxine, łazilibyśmy po mieście, szukając
kłopotów. Ale to nie był ten chłopak, którego uwielbiałam i znałam odkąd
nauczyłam się siadać.
Już
chciałam odejść, zostawiając ich samym sobie, ale wpadłam na to, że mam jedną,
jedyną okazję, żeby powiedzieć mu w twarz co o nim sądzę.
- Szczerze ? – odwróciłam się, a oboje popatrzyli na
mnie.
– Jesteś śmieszny. Cały swój cenny czas spędzasz na tarmoszeniu się z tą tutaj
– ponownie wskazałam na jego dziewczynę, która patrzyła na mnie spode łba. – Na
chodzeniu z nią do kina, na randki. Marnujesz przez to swój talent. Byłbyś
super sportowcem. Każda drużyna cię chce, a ty udajesz, że tego nie zauważasz.
Marnujesz się. Jesteś głupi jeśli tego nie zauważyłeś.
Nick trochę się zmieszał. Jednak ja nie
kończyłam mojego wykładu. – Kiedyś byłeś super gościem. Nick, tęsknie za moim
przyjacielem. Zachowujesz się jak skończony idiota. To nie jesteś nawet
prawdziwy ty. Albo po prostu ja nie znałam prawdziwego ciebie.
I odeszłam od nich,
zostawiając ich z tym wyznaniem. Oboje z dziwnymi minami.
Chciałam żeby mój
przyjaciel wrócił. Aby był ponownie tym chłopkiem, któremu mogłam zaufać i
powiedzieć o tym, że widzę duchy. Niestety, nie ma takiej opcji. Musiałam sama
borykać się z tym problemem.
Świetne. ♥
OdpowiedzUsuń