- Widzisz mnie.
Uśmiechnęła
się promiennie. Był to żywy uśmiech, całkowicie nie pasujący do jej sytuacji. Był,
tak samo jak jej oczy, prawdziwy i żywy.
- Jeżeli jeszcze raz
powiedz to cholerne zdanie, Ti nie wiem w jaki sposób, ale zabiję cię ponownie
– syknęłam przez zęby.
- Widzisz mnie –
powiedziała rozmarzonym głosem, ale od razu zdała sobie sprawę, że moja groźba jest
w 100% poważna. – Jak to możliwe? – dodała szybko.
- Gdybym sama to
wiedziała – westchnęłam. – Jak widać jestem inna.
- Widzisz mnie –
szepnęła niedosłyszalnie.
Patrzyła na
mnie jak służący patrzący na zasłużonego i łaskawego pana. W jej oczach było widać
jednocześnie tak wiele uczuć: szczęście, smutek, ból, wzruszenie, złość i
tęsknotę mieszające się ze sobą, tworząc wspólne ujście uczuć, ukryte we łzach
płynących małymi strumykami po jej policzkach, tworząc jasne smugi, na i tak
już upiornie bladej twarzy.
A tak w
ogóle to czy duchy mogą płakać?
Wygląda na
to, że tak.
Siedziałam chwilę
patrząc na ducha tej dziwnej dziewczyny. Już nie płakała, ale bacznie m i się
przyglądała. W naszych głowa tłoczyły się różne myśli, zapewne odbiegające od
siebie tematem w dużej mierze.
Patrząc na
nią zastanawiałam się na temat jej przyszłości. W jaki sposób umarła? Jaka była
zanim odeszła z tego świata? Były to pytania wcale nie aż takie ważne, ale
bardzo nurtujące. No, mówiąc tak szczerze, kogo by nie obchodziła przeszłość
tak dziwacznego ducha (czytaj: ducha bardziej podchodzącego do ludzkiego osobnika.)
Zastanawiały mnie jej oczy, tak bardzo zadziwiające tym żywym błękitem. To one
chyba w tej postaci najbardziej mnie zastanawiały. Z każdą chwilą nabierały
blasku i żywości, która tak bardzo rzucała się w oczy.
Zastanawiałam
się też przez chwilę, czy dobrze zrobiłam zaczynając rozmowę z duchem. Tak
naprawdę nie rozmawiałam z żadnym przez około pięć lat. To było takie moje
postanowienie, które właśnie dziś złamałam. Sama mnie wiem, czy mnie to
niepokoi czy po prostu jakoś mi z tym
faktem nieswojo. Ale chyba lepsza wydaje mi się opcja przyznania się, że ją
widzę, niż by mnie dotknęła, co mogło by się źle skończyć.
- Od jak dawna
widzisz duchy? – zapytała dziewczyna, przerywając moją wewnętrzną wojnę myśli.
- Od urodzenia –
odparłam. – Jak zawsze się śmieje, wychowałam się wśród nieboszczyków.
- W życiu nie
spotkałam takiej osoby jak ty – przyznała. – A jednak istnieją jakieś prawdziwe
medium…
- O nie, nie, nie.
Nie jestem żadnym medium. Zapamiętaj to sobie: po prostu widzę duchy, ale żadną
wróżką nie jestem! – wrzasnęłam.
- Dobrze, już dobrze –
uspokoiła mnie. – Odejdźmy od tematu. Często tu przychodzisz. Zauważyłam cię
już dawno, ale nigdy nie pokazałaś w jakiś szczególny sposób, że mnie widzisz.
- Bo nigdy ciebie tu
nie zauważyłam – podsumowałam. – Często tu bywasz? Jako duch możesz chodzić
wszędzie.
- Czasem idę do
miasta, albo coś w tym stylu, ale nie na długo – zasmuciła się. – Najczęściej
jestem tutaj.
- Czemu? To jakieś
szczególne miejsce?
- Tak…tutaj….tutaj
umarłam – przyznała.
Otworzyłam usta
na roścież, a oczy prawie wypadły mi z orbit. Jak stara ona musi być, skoro
zginęła na tym moście, który od lat nie jest pod tym użytkiem?
Ale zaraz…mówią
o tym, że tu zmarła patrzyła na wodę. Praktycznie cały czas na nią patrzy. I do
tego stoi na krawędzi mostu, z pewnością, że nie spadnie. I jeszcze te
purpurowe usta, takie same jakie się ma kiedy zbyt długo siedzi się w zimnej
wodzie. Boże! Jak ja mogłam na to nie wpaść?
- Skoczyłaś…
Popatrzyła
na mnie smętny wzrokiem. Odgadłam. Straciła życie nie na tym moście, ale w tej
wodzie, która płynie pod nami. Zapewne popełniła samobójstwo. Jaki mógł być
tego powód? Co ją skłoniło do takiej decyzji? Zbyt dużo pytań wiąże się z tym
jednym duchem. Więcej niż z wszystkimi, które do dziś spotkałam.
- Jak…
Ale ona nie
odpowiedziała. Po prostu do mnie podeszła i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć,
wyciągnęła dłoń w moją stronę. Wydałam tylko jęk, zarówno złości jaki i smutku,
bo tak naprawdę bałam się tego co się może stać po tym jak mnie dotknie. Zapewne
nic dobrego wyniknąć z tego nie mogło.
Kiedy jej
widmo-dłoń mnie dotknęła mojej skóry, po całym ciele przeszło mnie uczucie
przypominające elektryczność. Było to coś w połączeniu bólu i miłego
łaskotania, takiego jakiego odczucie daje źdźbło trawy łaskoczące po skórze. Oczekiwałam,
że światło w moich oczach zgaśnie tak jak zawsze kiedy przez wypadek dotykał
mnie duch. Ale tego nie było…
…zamiast ciemności zobaczyłam obraz. Wyraźny obraz. Stałam
na opuszczonym moście i patrzyłam na chmury sunące po niebie. Płynęły leniwie
po niebie. Ale ono same było błękitne i jasne. Jasno widać, że wiosenne. Jednak
przecież jest zima. Co jest grane?
Właśnie
wtedy ją zobaczyłam. Stała za drabinką mostu i patrzyła w wodę. Na początku jej
nie poznałam, ale później kiedy podniosła wzrok zobaczyłam jej piękne niebieskie
oczy. To dziewczyna, którą dopiero co widziałam na tym moście…ale to był jej
duch, a to jest prawdziwa ludzka dziewczyna.
Długo
obserwowała wszystko wokół. Cieszyła oczy obrazem świata. Ręce jej się trzęsły,
a oddech miała nierówny. Ale odważyła się puścić barierkę. Wiatr rozwiał jej
włosy i delikatnie muskał jej skórę. Miała zamknięte oczy, pogrążone w spokoju.
Podbiegłam do miejsca, gdzie przed chwilą stała, ale nie zdążyłam jej już
pomóc. Nie mogłam. Patrzyłam jak woda zabiera ją w swoje objęcia, a ona opada w
niej jak kamień. Nie miała szans przeżyć. Było za wysoko, by w jakikolwiek sposób
się uratowała. Umarła. Zabiła się.
W oczach
stały mi łzy. Kiedy już moje uczucia miały ujść, ocknęłam się z tego dziwnego stanu
osłupienia. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że to nie była rzeczywistość.
Znaczy się, to była przeszłość. Coś co już było, a ja mogłam to zobaczyć teraz
kilka lat później.
Spojrzałam
w żywe oczy ducha. Przyglądała mi się ostro, analizując moje reakcje.
- Widziałaś to? –
zapytała po chwili.
- Yhym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz