niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział piąty

 - Widzisz mnie.
            Uśmiechnęła się promiennie. Był to żywy uśmiech, całkowicie nie pasujący do jej sytuacji. Był, tak samo jak jej oczy, prawdziwy i żywy.
 - Jeżeli jeszcze raz powiedz to cholerne zdanie, Ti nie wiem w jaki sposób, ale zabiję cię ponownie – syknęłam przez zęby.
 - Widzisz mnie – powiedziała rozmarzonym głosem, ale od razu zdała sobie sprawę, że moja groźba jest w 100% poważna. – Jak to możliwe? – dodała szybko.
 - Gdybym sama to wiedziała – westchnęłam. – Jak widać jestem inna.
 - Widzisz mnie – szepnęła  niedosłyszalnie.
            Patrzyła na mnie jak służący patrzący na zasłużonego i łaskawego pana. W jej oczach było widać jednocześnie tak wiele uczuć: szczęście, smutek, ból, wzruszenie, złość i tęsknotę mieszające się ze sobą, tworząc wspólne ujście uczuć, ukryte we łzach płynących małymi strumykami po jej policzkach, tworząc jasne smugi, na i tak już upiornie bladej twarzy.
            A tak w ogóle to czy duchy mogą płakać?
            Wygląda na to, że tak.

            Siedziałam chwilę patrząc na ducha tej dziwnej dziewczyny. Już nie płakała, ale bacznie m i się przyglądała. W naszych głowa tłoczyły się różne myśli, zapewne odbiegające od siebie tematem w dużej mierze.
            Patrząc na nią zastanawiałam się na temat jej przyszłości. W jaki sposób umarła? Jaka była zanim odeszła z tego świata? Były to pytania wcale nie aż takie ważne, ale bardzo nurtujące. No, mówiąc tak szczerze, kogo by nie obchodziła przeszłość tak dziwacznego ducha (czytaj: ducha bardziej podchodzącego do ludzkiego osobnika.) Zastanawiały mnie jej oczy, tak bardzo zadziwiające tym żywym błękitem. To one chyba w tej postaci najbardziej mnie zastanawiały. Z każdą chwilą nabierały blasku i żywości, która tak bardzo rzucała się w oczy.
            Zastanawiałam się też przez chwilę, czy dobrze zrobiłam zaczynając rozmowę z duchem. Tak naprawdę nie rozmawiałam z żadnym przez około pięć lat. To było takie moje postanowienie, które właśnie dziś złamałam. Sama mnie wiem, czy mnie to niepokoi czy po prostu jakoś  mi z tym faktem nieswojo. Ale chyba lepsza wydaje mi się opcja przyznania się, że ją widzę, niż by mnie dotknęła, co mogło by się źle skończyć.
 - Od jak dawna widzisz duchy? – zapytała dziewczyna, przerywając moją wewnętrzną wojnę myśli.
 - Od urodzenia – odparłam. – Jak zawsze się śmieje, wychowałam się wśród nieboszczyków.
 - W życiu nie spotkałam takiej osoby jak ty – przyznała. – A jednak istnieją jakieś prawdziwe medium…
 - O nie, nie, nie. Nie jestem żadnym medium. Zapamiętaj to sobie: po prostu widzę duchy, ale żadną wróżką nie jestem! – wrzasnęłam.
 - Dobrze, już dobrze – uspokoiła mnie. – Odejdźmy od tematu. Często tu przychodzisz. Zauważyłam cię już dawno, ale nigdy nie pokazałaś w jakiś szczególny sposób, że mnie widzisz.
 - Bo nigdy ciebie tu nie zauważyłam – podsumowałam. – Często tu bywasz? Jako duch możesz chodzić wszędzie.
 - Czasem idę do miasta, albo coś w tym stylu, ale nie na długo – zasmuciła się. – Najczęściej jestem tutaj.
 - Czemu? To jakieś szczególne miejsce?
 - Tak…tutaj….tutaj umarłam – przyznała.
            Otworzyłam usta na roścież, a oczy prawie wypadły mi z orbit. Jak stara ona musi być, skoro zginęła na tym moście, który od lat nie jest pod tym użytkiem?
            Ale zaraz…mówią o tym, że tu zmarła patrzyła na wodę. Praktycznie cały czas na nią patrzy. I do tego stoi na krawędzi mostu, z pewnością, że nie spadnie. I jeszcze te purpurowe usta, takie same jakie się ma kiedy zbyt długo siedzi się w zimnej wodzie. Boże! Jak ja mogłam na to nie wpaść?
 - Skoczyłaś…
            Popatrzyła na mnie smętny wzrokiem. Odgadłam. Straciła życie nie na tym moście, ale w tej wodzie, która płynie pod nami. Zapewne popełniła samobójstwo. Jaki mógł być tego powód? Co ją skłoniło do takiej decyzji? Zbyt dużo pytań wiąże się z tym jednym duchem. Więcej niż z wszystkimi, które do dziś spotkałam.
 - Jak…
            Ale ona nie odpowiedziała. Po prostu do mnie podeszła i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wyciągnęła dłoń w moją stronę. Wydałam tylko jęk, zarówno złości jaki i smutku, bo tak naprawdę bałam się tego co się może stać po tym jak mnie dotknie. Zapewne nic dobrego wyniknąć z tego nie mogło.
           
            Kiedy jej widmo-dłoń mnie dotknęła mojej skóry, po całym ciele przeszło mnie uczucie przypominające elektryczność. Było to coś w połączeniu bólu i miłego łaskotania, takiego jakiego odczucie daje źdźbło trawy łaskoczące po skórze. Oczekiwałam, że światło w moich oczach zgaśnie tak jak zawsze kiedy przez wypadek dotykał mnie duch. Ale tego nie było…
…zamiast ciemności zobaczyłam obraz. Wyraźny obraz. Stałam na opuszczonym moście i patrzyłam na chmury sunące po niebie. Płynęły leniwie po niebie. Ale ono same było błękitne i jasne. Jasno widać, że wiosenne. Jednak przecież jest zima. Co jest grane?
            Właśnie wtedy ją zobaczyłam. Stała za drabinką mostu i patrzyła w wodę. Na początku jej nie poznałam, ale później kiedy podniosła wzrok zobaczyłam jej piękne niebieskie oczy. To dziewczyna, którą dopiero co widziałam na tym moście…ale to był jej duch, a to jest prawdziwa ludzka dziewczyna.
            Długo obserwowała wszystko wokół. Cieszyła oczy obrazem świata. Ręce jej się trzęsły, a oddech miała nierówny. Ale odważyła się puścić barierkę. Wiatr rozwiał jej włosy i delikatnie muskał jej skórę. Miała zamknięte oczy, pogrążone w spokoju. Podbiegłam do miejsca, gdzie przed chwilą stała, ale nie zdążyłam jej już pomóc. Nie mogłam. Patrzyłam jak woda zabiera ją w swoje objęcia, a ona opada w niej jak kamień. Nie miała szans przeżyć. Było za wysoko, by w jakikolwiek sposób się uratowała. Umarła. Zabiła się.

            W oczach stały mi łzy. Kiedy już moje uczucia miały ujść, ocknęłam się z tego dziwnego stanu osłupienia. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że to nie była rzeczywistość. Znaczy się, to była przeszłość. Coś co już było, a ja mogłam to zobaczyć teraz kilka lat później.
            Spojrzałam w żywe oczy ducha. Przyglądała mi się ostro, analizując moje reakcje.
 - Widziałaś to? – zapytała po chwili.
 - Yhym.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz