czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział drugi

 - Wygląda okropnie.
 - Monique, odpuść sobie.
 - No co, taka prawda. Wygląda strasznie.
 - Ty zawsze wyglądasz strasznie – rzuciłam przez zaciśnięte usta.
            Otworzyłam oczy, gotowa na najgorszy widok świata, ale doczekałam się tylko chorobliwie zielonych ścian, od których dostawałam mdłości, białego sufitu, niskich i małych okien. Szpital.
            Leżałam na tym cudownym wysokim łóżku, z którego zawsze spadałam, jak byłam mała. Oczywiście byłam podłączona do kroplówki. A moje ubranie zostało zastąpione tą strasznie mdłą, szpitalną koszulą
 - Przepraszam, ty mówisz do mnie ? – odwarknęła Monique przez uśmiech.
 - No nie, sama do siebie – wtrącił Nick.
 - Wiesz przecież, że jej się to zdarza – rzuciła do niego, ale od razu zdała sobie sprawę z powagi tych słów. Zaczerwieniła się, spuściła głowę i zacisnęła usta w wąską linię. – Przepraszam.
            Nigdy nie rozmawiamy o mojej ,,chorobie’’ z dzieciństwa. Co prawda moi przyjaciele wierzą specjalistą, iż moja choroba wciąż trwa i w każdej chwili może się nasilić.
            Tłumacząc: Będąc dzieckiem ,,zdiagnozowano’’ u mnie chorobę psychiczną. Objawami zdaniem psychologa było postrzeganie świata ciemnymi barwami, brak tolerancji rówieśniczej oraz prowadzenie rozmów sama ze sobą. Dokładnie były to duchy, ale czy poddałam się i im to powiedziałam? A skąd.
            Jeszcze jako dziecko, rozmawiając z duchami, nie przejmowały mnie krzywe spojrzenia ludzi. No bo dobra, na placu zabaw, owszem, mogę przebywać z wymyślonym przyjacielem, ale nagle nie wydaje się to takie słodkie, gdy rozmawiasz z kimś niewidzialnym na cmentarzu.
            Od tamtej pory moją porywczość, wredotę, egoizm oraz te inne czynniki, zwalają na ADHD (którego nikt u mnie nie zdiagnozował, bo testy zawsze wychodzą negatywne) czy dezorientacje psychiczną. Nie przyjmują innej opcji.
Wtedy widząc Monique patrzącą na swoje kozaki, przypomniał mi się poprzedni dzień. To jak upadłam na lód, jak pływałam w lodowatej wodzie i szukałam wyjścia z tej okropnej pułapki. A na koniec powraca obraz ducha mojej przyjaciółki. Monique.
            Teraz zapewne zaczynasz czytać od początku, bo nic nie rozumiesz. Okej, widziałam ducha osoby, która żyje i ma się dobrze. No cóż, chyba muszę coś wyjaśnić; nowy pseudo dar, związany z duchami. 
            Kiedyś do mojej mamy na kolacje, przyszedł jakiś ważniak z jakieś firmy. Razem z mamą podpisał kontrakt i umówili się na kolacje, ale oczywiście moja kochana mamusia musiała się pochwalić wielkim domem oraz niesamowitą zdolnością kucharską, jaką nabyła podczas wycieczki do gdzieś tam.
            Biznesmen został do późna i pił z mamą wino (z bardzo drogiej półki) jak podkreśliła. Przez kilka następnych dni matka była cała w skowronkach; cieszyła się z sukcesu. Jednak nie szczyciła się tym za długo. Pewnego dnia wracałam ze szkoły i zobaczyłam ducha. Był inny niż wszystkie pozostałe. Można by uznać, że był bardziej nieżywy od pozostałych duchów – o ile można być bardziej nieżywym duchem. Zamazany i smętny szedł ulicą nie patrząc na nic dookoła, jak inne duchy.
            Poznałam go. To był duch tego biznesmena. To wszystko w ogóle nie miało dla mnie sensu, ale później zrozumiałam o co w tym wszystkim chodzi. Ten cały gościu zmarł kilka tygodnia po tym jak zobaczyłam jego ducha. Umarł na zawał serca, dlatego nie widziałam żadnych śladów na ciele jego ducha. Tak więc, po tym całym zdarzeniu odkryłam swoją nową zdolność. Widzę widma osób, które w najbliższym czasie umrą.

            Tak, wiem. Nie dość, że wiedzę normalne duchy, to jeszcze do tego te. Jakby nie było mi tego wszystkiego dosyć. Może ten jeden gościu był przypadkiem, ale ja musiałam się upewnić. Widziałam jeszcze kilka takich duchów jak ten; zaczęłam więc sprawdzać taką stronę z zgonami z kilku ostatnich miesięcy. Nie jest ona ogólnodostępna, ale mam swoje sposoby na hakowanie, niektórych stron. Upewniłam się i jestem pewna co do tego, że wiem, iż ktoś w najbliższym czasie umrze. Nie no, super.
            No więc, wczoraj widziałam właśnie takiego ducha. A oznacza to, że moja przyjaciółka Monique w najbliższym czasie umrze. Wierzcie mi lub nie, ale taka wiedza jest nie fajna.
 - Wiecie co, chciałabym się przespać – demonstracyjnie rzuciłam się na twarde szpitalne poduszki.
 - Even, przepraszam…ja…ja nie chciałam cię urazić – wybąkała moja przyjaciółka.
 - Jeśli sądzisz, że mnie uraziłaś to chyba powinnaś leżeć w sali obok – rzuciłam. – Mnie tak łatwo nie urazisz. Po prostu jestem zmęczona. W końcu, jakby nie patrzeć prawie się utopiłam.
 - Ach, tak – pokiwała bez entuzjazmu dziewczyna. – To pa.
 - Cześć – odparłam.
            Gdy już Monique wyszła, Nick odwrócił się w moją stronę i oznajmił:
 - Nie wiem co robiłaś na środku zamarzniętego jeziora, ale Mattew i Cole są na komisariacie i nic nie chcą powiedzieć, a sama policja przyjechała tu, i oznajmiła, że chce z tobą rozmawiać zaraz po tym jak się obudzisz – powiedział bez ogródek.
 - I mówisz mi to dopiero teraz ? – wściekam się.
 - Miałem ci nic nie mówić – powiedział na odchodnym.
            Siedziałam wpatrzona w drzwi. Po raz kolejny spotkanie z glinami. Nic nowego. Ale niepokoi mnie fakt, że Cole i Mattew, szaleni wariaci, zamiast wymyślić jakoś wersje, gdzie wszytko było z mojej winy, to siedzą cicho z zamkniętymi gębami. Coś mi tu śmierdzi i to ostro. Ale jeszcze nie jestem pewna co.
            Za chwilę do pomieszczenia, w  którym się znajdowałam wchodzą dwoje policjantów. Tak właściwie to policjant i policjantka. No cóż, plus moich dokonań jest tak, że znałam cały personel pobliskiej policji i vice versa. Nie stresowały mnie ich mundury, pistolety i pałki za pasem. Norma.
 - Musimy ustalić wersję wydarzeń, panno Alians – powitała mnie policjantka.
 - Po co te formalności – westchnęłam. – Zapiszcie to co zawsze. Że to wszystko wina mojej dezorientacji psychicznej.
            Policjant coś zanotował. Spojrzał na mnie, ilustrując mnie uważnie.
 - To już kolejne wykroczenie, Even – odezwała się kobieta. – Puszczenie tego płazem nie jest dobrą opcją.
            Wzruszyłam ramionami. Wcale mnie to nie obchodziło, nawet jeśli zaczęli by mi grozić. Po prostu wbiłam wzrok w ścianę, czekając aż któreś coś powie albo sobie pójdzie.
 - Och, Even – westchnęła policjantka. – Powinnaś zmienić swoje zachowanie.
 - A wierzy pani, że to możliwe? – zapytałam.
            Kobieta pokręciła głową. Widać było po niej zmęczenie. Nie koniecznie jej nastrój mnie interesował.
  - Co z ciebie wyrośnie, Even – mruknęła kobieta, wychodząc.
            Policjant zaczął mnie wypytywać. Zbywałam go półsłówkami. W sumie zastanawiałam się nad słowami policjantki. Wtedy myślałam sobie, że może zostanę najlepszym dilerem w mieście albo będę seryjną morderczynią, czy coś w tym stylu.  
            Nawet się nie spodziewacie jakie zakończenie czeka Even Alians, cudowną nastolatkę XXI wieku, widzącą duchy.
            

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, genialne. ♥ Kocham to, pisz więcej. ♥ many-lives-with-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń