Tak oto
wpakowałam się w dobroczynną pomoc duchowi ,,psychopacie’’. Do teraz dziwi mnie
fakt, że skutecznie mnie obserwowała, a ja jej nawet nie zauważałam. Czyli
jeśli ktoś, by chciał mnie napaść, porwać czy okraść, to wygląda na to, że dał
by radę, i to z łatwością.
Wracając do
tematu pomocy. Jest pewien fakt mówiący, że jeśli coś obiecujesz zmarłemu, to
nie ma opcji, by to odwołać. Wszystko było więc jasne. Muszę pomóc Maggie
załatwić sprawę sprzed śmierci, ale to już moja sprawa jak to zrobię.
Statystycznie
rzecz biorąc, miejsce gdzie mieszka chłopak Maggie jest oddalone jakieś półtora
godziny drogi od miasta, w którym mieszkam. ,,Statystycznie’’ dlatego, że cała
odległość między tymi miejscami to nowiutka autostrada. Można na niej śmigać
jak na wyścigach ulicznych, o ile samochód daje taką możliwość, no i kierowca.
Ja osobiście mam prawo jazdy od jakiś czterech miesięcy, więc doświadczeniem
chwalić się nie mogę. Na całe szczęście siły wyższe postanowiły zesłać pogodę,
w miarę dobrą do jazdy dla niedoświadczonego kierowcy. Ale w tym wszystkim
najśmieszniejsze jest chyba to, że w wieku dwunastu lat razem z Colem, którego
poznałam w tamtym okresie, jeździłam na krosach, najczęściej ukradzionych.
Często wyjeżdżaliśmy na drogę z dużym ruchem lub jeździliśmy po kruchym lodzie,
jeśli była taka możliwość. Jednak jeśli chodzi o samochód, to moja odwaga
gwałtownie spada. Może zmądrzałam. Albo staram się udawać grzeczną, by uśpić
czujność innych. Tak. Druga opcja jest znacznie sensowniejsza.
Dojechałam
do domu Jamesa w południe. Wiedziałam, że jazda nie zajmie mi za dużo czasu,
ale i tak nie chciało mi się wstawać wcześnie. Kiedy już wjeżdżałam na podjazd
ładnego, sporego dwupiętrowego domu, przyszła mi do głowy pewna myśl. Zawsze
przygotowuje wszystko na ostatnią chwilę, co w tym przypadku wcale nie wyszło
mi na dobre. W ogóle nie pomyślałam co mu powiem. Coś w stylu: ,, Cześć, jestem
Even. Niedawno spotkałam twoją zmarłą przed dwóch laty dziewczynę – to znaczy
jej ducha. Maggie bardzo chce zobaczyć jak u ciebie, ale nie ma na to odwagi.
Więc wysłała mnie. Masz jej coś do powiedzenia.’’ Boże...zrobię z siebie tylko
idiotkę. Wyskoczę z tekstem, jakbym kwalifikowała się na wydział specjalny w
psychiatryku. To tylko kwestia czasu; jeśli on mnie tam nie zgłosi, sama to
zrobię.
Czułam jak
Maggie wisi nade mną. To okropne uczucie. Trochę takie jakby mnie dotykała, ale
z dalszej odległości. Denerwowało mnie to. Przez nią nie mogłam się skupić na
wymyśleniu treści sensownej rozmowy z całkowicie normalnym chłopakiem.
- Mogłabyś tak nade
mną nie wisieć! – wrzasnęłam w pustą przestrzeń. – Próbuje się skupić!
- Przepraszam –
pisnęła i poczułam jak powietrze w samochodzie robi się lżejsze.
Zaciągnęłam
ręczny, po czym długo obejmowałam prawą ręką rączkę. Patrzyłam na przednią
szybę, zastanawiając się co mogę naprawdę powiedzieć Jamesowi. Starałam się
wymyślić coś sensownego, ale moje starania były mizerne. Postanowiłam pójść na
całość, i improwizować.
Zadzwoniłam
dzwonkiem bardzo szybko i niecierpliwie, dając znać danej osobie w domu, że się
śpieszę i nie mam czasu na czekanie. Kiedy drzwi się otworzyły zobaczyłam w
nich przystojnego bruneta. Miał jednodniowy, ale zauważalny zarost. Oczy lśniły
mu iskrą życia, co jeszcze bardziej dodawało mu uroku. Usta ułożone miał w
miłym wyrazie. Wcale nie wyglądał na załamanego i smutnego.
- Tak? – miał
przyjemny głos, ale na takie bajery się nie nabieram. Oparł się swobodnie o
framugę drzwi.
- Jesteś James
Holding? – zapytałam prosto z mostu.
- Owszem – uśmiechnął
się jeszcze przyjemniej. – O co chodzi?
Nie uganiam
się za chłopkami, ale z czystym sumieniem mogę przyznać, że James był bardzo
przystojny. Zachęcał do siebie głównie tym pięknym uśmiechem. Nie wiem co
pomyślał widząc dziewczynę przychodzącą do jego domu. Może myślał, że jestem
jego adoratorką.
- O Maggie.
Momentalnie
w jego oczach zgasło to przyjemne światło, a usta złączył w prostą linię.
Wyglądał jakby postrzał się o kilka lat. Widać było od raz, że imię tę wyryło
się w jego pamięci na bardzo długo. Chyba w tamtej chwili zdałam sobie sprawę,
że czuje on coś do Maggie.
- O kogo? – zapytał
dziwnie nienaturalnie i sztucznie.
- Dobrze słyszałeś –
westchnęłam. – O Maggie. Twoją dziewczynę , która zmarła ponad dwa lata temu.
- Jak to?- szepnął
wyraźnie speszony.
- Nie udawaj idioty –
warknęłam. – Wiem, że jesteś w miarę mądry, więc mi nie wmawiaj, że nie
rozumiesz.
- Kim ty w ogóle
jesteś? – lekko się otrząsnął.
- To nic nie ma w
znaczeniu sprawy dla której u jestem – wytłumaczyłam. – Chodzi o Maggie i tego
się trzymajmy.
Popatrzył
na mnie krzywo z lekkim niedowierzaniem w oczach. Możliwe, iż pomyślał sobie,
że jestem naciągaczką, która chce go okraść. To całkiem dopuszczalna opcja,
sądząc po jego dziwacznej minie. Przeskakiwał wzrokiem ze mnie na moje auto.
Może wpadło mu do oka.
- Słuchaj – zganiłam
go. – Przyszłam tu rozmawiać o czymś, a nie gapić się na moje auto.
Otrzeźwiał.
Patrzył na mnie, analizował każdy fragment mojego ubioru, twarzy, ciała. Starał
się zgrywać mięśniaka, twardziela, ale widziałam jak trzęsą mu się rękę, a
dolna warga drży, jakby chciał coś powiedzieć. Oczami mrugał co kilka sekund,
jakby tkwił w nich czegoś odłamek. Wyglądał trochę tak, że mógł się za chwilę
rozpłakać, a tego przecież nie chciałam. Wiedziałam, że obok nas stoi Maggie.
Nie patrzyłam w jej stronę, ale to wiedziałam, bo czułam ten dziwny chłód,
który towarzyszy duchom. Dobrze czułam jak się niecierpliwi tym, iż pozwalam
Jamesowi tkwić w przed etapie załamania. Musiałam więc działać.
- Wiem, że ciężko
będzie ci w to uwierzyć – zaczęłam – ale Maggie bardzo za tobą tęskni. To
głównie z uwagi na ciebie zrobiła to wszystko. Więc nie udawaj dupka i mnie
posłuchaj: jej bardzo na tobie zależy, więc uśmiechnij się, po czym pokaż, że
jesteś szczęśliwy.
- O czym ty mówisz –
podniósł głos. – Maggie nie żyje! Skąd możesz wiedzieć jak się czuje i czego
dla mnie chce!
- Bo wiem…
- Jesteś jakąś
psychopatką! – teraz już krzyczał. – Codziennie muszę sobie uświadamiać, że nie
żyje, a ty wyskakujesz mi z czymś takim! Co z ciebie za człowiek!
- Całkiem normalny!
To nie ja stoję tu i płacze za kimś kogo i tak nie odzyskasz!
To już
przelało czarę. Wiedziałam, że nic już nie wskóram. Nie rozumiałam jak Maggie
mogło zależeć na takim idiocie. Nie słuchał mnie, tylko kierował się tym
nieszczęsnym uczuciem mówiącym mu, że jego dziewczyna nie życie i nie ma szansy
na powrót do normalnego życia. Dobrze się dobrali. Dwoje świrów.
Patrzyłam
chwilę na tego nieudacznika, po czym po prostu odeszłam. Stawiając pewnie stopy
na ziemi, szłam wyprostowana z głową w górze. Nie dam z siebie zrobić debilki i
wariatki. A tym bardziej chłopakowi, którego nie znam i poznawać nie mam
zamiaru.
Wsiadłam do
samochodu. Pokręciłam kilka razy biegami, aż poczułam luz i wrzuciłam R, by wycofać.
Trochę za mocno przekręciłam kluczyk, ponieważ odpadł od niego breloczek. Spadł
na ziemię, ale wcale mnie to nie zmartwiło. Już miałam wycofać, ale coś mnie
powstrzymało. Był to widok, którego się w ogóle nie spodziewałam. Maggie stała
obok Jamesa, opierając się na jego ramieniu, patrząc się jednocześnie na mnie
smutnym wzrokiem. Widać było jak jej zależy na powodzeniu tego całego
,,planu’’. Ale niby jak mam jej pomóc nie mówiąc jej byłemu chłopakowi, że
widzę duchy?
Wysiadłam z
samochodu i z miną jakbym szła na skazanie, ruszyłam ku drzwiom domu. James na
mój widok wytrzeszczył oczy, ale nic nie powiedział. Patrzył po prostu jak do
niego podchodziłam. Stanęłam naprzeciwko niego skupiając wzrok na jego oczach.
Starałam się, by mój wzrok był morderczy. Nie mam pojęcia czy mi się udało, ale
James przerwał zdanie, które już zaczynał mówić.
- Będziemy tu tak
stać, czy zaprosisz mnie do środka? – zapytałam.
- Eee, możemy wejdź –
odpowiedział.
Zaprowadził
mnie do środka. Dom był w wewnątrz równie elegancki jak na zewnątrz. Meble były
białe lub czarne, świetnie komponując się z białymi ścianami i ciemnymi
dodatkami. Widać było, że gospodyni domu to bardzo porządna kobieta. James
zaprowadził mnie do salonu. Stała tam czarna kanapa z kremowymi poduszkami o
pięknych wzorach. Było to całkiem ciekawe połączenie. James usiadł na fotelu
ustawionym na przeciw wielkiego telewizora wiszącego na ścianie. Gestem ręki
wskazał mi fotel po przeciwległej stronie kanapy lub na kanapę. Ja jednak
wiedziałam, że jeśli usiądę, to moja odwaga i pyskatość trochę uleci.
- Wolę nie –
powiedziałam. – Chcę od razu przejść do rzeczy. Po pierwsze: pozwól mi
dokończyć i mi nie przerywaj, nawet jeśli będę mówić całkiem bez sensu. Po
drugie: spróbuj mnie znów nazwać psychopatką to skończysz na OIOM-ie.
- Okej – westchnął.
- Dobra – zaczęłam. –
Jak już mówiłam, Maggie potwornie za tobą tęskni, ale boi się zobaczyć czy z
tobą wszystko dobrze.
- Nie rozumiem –
jęknął chłopak. – Skąd wytrzasnęłaś wiadomość o Maggie?
- Skąd? Skąd? –
zapytałam. – To akurat ważne nie jest. Ważne jest to, żebyś powiedział tu i
teraz, że czujesz się dobrze i jesteś szczęśliwy.
- A jeśli nie jestem?
- To już nie moja
sprawa – wzruszyłam ramionami.
- Kim ty do cholery
jesteś?! – nie wytrzymał. – O co ci chodzi? Maggie nie żyje! Jak możesz wiedzieć
co ona czuje?
- Bo ją widzę! –
wrzasnęłam i od razu pożałowałam tych słów.
- Co? O czym ty
mówisz? Jak możesz ją widzieć.
- Normanie.
- To mi to udowodnij.
- Dobra – spojrzałam
błagalnie na Maggie, która patrzyła na nas.
Wiedziałam
już jak mogę udowodnić swoją rację Jamesowi. Potrzebowałam do tego tylko pomocy
Maggie i wszystko będzie dobrze. Nie mam bladego pojęcia dlaczego nie wpadałam
na to wcześniej, ale teraz już mam plan, który powinien wypalić, a jeśli nie to
tak jak zawsze będę improwizować.
- Akurat w tym musisz
mi pomóc – wpatrywałam się w Maggie, a James siedzący za mną zmarszczył brew. –
Wymyśl jakieś wspomnienia czy coś w tym stylu, które znałaś tylko ty i on.
Chwilę patrzała
na mnie i nic nie mówiła. Trochę mnie to zdziwiło, ale wiedziałam, że szuka w
głowie czegoś cennego, ważnego. O ile mnie pamięć nie myli to duchy tracą
odrobinkę wspomnień, więc pewnie jest jej znacznie ciężej.
- Kiedyś, gdy miał dziesięć lat sam poszedł do
lasu, gdzie użądliła go pszczoła, na które jest bardzo uczulony. Nikomu się nie
przyznał, ale po czasie stchórzył i powiedział mamie…
- Kiedyś, gdy miałeś
dziesięć lat sam poszedłeś do lasu, gdzie użądliła cię pszczoła, na które jesteś
bardzo uczulony. Nikomu się nie przyznałeś, ale po czasie stchórzyłeś i
powiedziałeś mamie o tym. Jak się dowiedzieliście twoje uczulenie to bardzo
rzadka odmiana uczulenia, która daje się dopiero zauważyć, kiedy się
wystarczająco rozwinie. To bardzo poważne, więc prawie nikt o tym nie wie..
- Skąd…
-…byłeś szaleńczo zakochany
w podstawówce, ale powiedziałeś sobie, że zaczekasz do gimnazjum i jeśli ta
dziewczyna nadal ci się będzie podobać to się z nią umówisz. Tak zrobiłeś.
Kiedy tylko przekroczyłeś próg nowej szkoły zdałeś sobie sprawę, że to nie
dziewczyna dla ciebie. Określasz ją jako ,,Niespełnioną miłość’’. Później
spotkałeś inną. Od razu cię zachwyciła, bo była inna. Spokojna, cicha, miła.
Miała zamiar nie iść na zabawę szkolną, ale ją wyciąłeś na nią. Wyznałeś jej
tam, że się w niej podkochujesz i zostaliście parą. Byłeś przy niej w chorobie,
a kiedy kazał ci odejść i nie wracać, ty zawsze wracałeś. Raz się jej nawet oświadczyłeś.
Ona to przyjęła. Uznaliście, że będzie to wasza tajemnica do końca życia, a w przyszłości
spełnicie tą obietnicę. Nie udało wam się to. Głównie za to przeprosiła w liście
do ciebie, który ci zostawiła, w ten nieszczęsny dzień.
- To prawda. Nikt o tym
nie wiedział…nie powiedziała nikomu.
- Teraz mi wierzysz?
- Tak. Czy ona tu jest?
- Cały czas.
- Może to głupie z mojej
strony, ale wierzę ci.
- Super.
Nie wiem czego
wtedy oczekiwałam, ale chyba się tego doczekałam. Maggie przytuliła się do Jamesa,
co wyglądało zabawnie, gdyż chłopka dotykał powietrze. Jednak wiedział, że ona tam
jest. Mimo, że trząsł się przez zimno emanujące od Maggie to się uśmiechał i był szczęśliwy. A ona wiedziała jak on się czuje.
- Dziękuję – szepnęła.
Kobieto! Jak skonczysz to cudowne dzieło to idź z tym żeby to wydrukowali w ksiązkę naprawdę! to jest świetne
OdpowiedzUsuńMiło to słyszeć, to znaczy czytać :)
UsuńHah ładnie, fajnie, przyjemnie. Kojarzy mi się z jakimś serialem, który kiedyś oglądałam XD co prawda zapomniałam jak się nazywa ale było w podobnym klimacie XD. Tak, więc cóż weeny życzę i czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńI zapraszam do siebie: creepyalice.blogspot.com