piątek, 8 maja 2015

Rozdział ósmy

 Tak oto wpakowałam się w dobroczynną pomoc duchowi ,,psychopacie’’. Do teraz dziwi mnie fakt, że skutecznie mnie obserwowała, a ja jej nawet nie zauważałam. Czyli jeśli ktoś, by chciał mnie napaść, porwać czy okraść, to wygląda na to, że dał by radę, i to z łatwością.
            Wracając do tematu pomocy. Jest pewien fakt mówiący, że jeśli coś obiecujesz zmarłemu, to nie ma opcji, by to odwołać. Wszystko było więc jasne. Muszę pomóc Maggie załatwić sprawę sprzed śmierci, ale to już moja sprawa jak to zrobię.
            Statystycznie rzecz biorąc, miejsce gdzie mieszka chłopak Maggie jest oddalone jakieś półtora godziny drogi od miasta, w którym mieszkam. ,,Statystycznie’’ dlatego, że cała odległość między tymi miejscami to nowiutka autostrada. Można na niej śmigać jak na wyścigach ulicznych, o ile samochód daje taką możliwość, no i kierowca. Ja osobiście mam prawo jazdy od jakiś czterech miesięcy, więc doświadczeniem chwalić się nie mogę. Na całe szczęście siły wyższe postanowiły zesłać pogodę, w miarę dobrą do jazdy dla niedoświadczonego kierowcy. Ale w tym wszystkim najśmieszniejsze jest chyba to, że w wieku dwunastu lat razem z Colem, którego poznałam w tamtym okresie, jeździłam na krosach, najczęściej ukradzionych. Często wyjeżdżaliśmy na drogę z dużym ruchem lub jeździliśmy po kruchym lodzie, jeśli była taka możliwość. Jednak jeśli chodzi o samochód, to moja odwaga gwałtownie spada. Może zmądrzałam. Albo staram się udawać grzeczną, by uśpić czujność innych. Tak. Druga opcja jest znacznie sensowniejsza.
            Dojechałam do domu Jamesa w południe. Wiedziałam, że jazda nie zajmie mi za dużo czasu, ale i tak nie chciało mi się wstawać wcześnie. Kiedy już wjeżdżałam na podjazd ładnego, sporego dwupiętrowego domu, przyszła mi do głowy pewna myśl. Zawsze przygotowuje wszystko na ostatnią chwilę, co w tym przypadku wcale nie wyszło mi na dobre. W ogóle nie pomyślałam co mu powiem. Coś w stylu: ,, Cześć, jestem Even. Niedawno spotkałam twoją zmarłą przed dwóch laty dziewczynę – to znaczy jej ducha. Maggie bardzo chce zobaczyć jak u ciebie, ale nie ma na to odwagi. Więc wysłała mnie. Masz jej coś do powiedzenia.’’ Boże...zrobię z siebie tylko idiotkę. Wyskoczę z tekstem, jakbym kwalifikowała się na wydział specjalny w psychiatryku. To tylko kwestia czasu; jeśli on mnie tam nie zgłosi, sama to zrobię.
            Czułam jak Maggie wisi nade mną. To okropne uczucie. Trochę takie jakby mnie dotykała, ale z dalszej odległości. Denerwowało mnie to. Przez nią nie mogłam się skupić na wymyśleniu treści sensownej rozmowy z całkowicie normalnym chłopakiem.
 - Mogłabyś tak nade mną nie wisieć! – wrzasnęłam w pustą przestrzeń. – Próbuje się skupić!
 - Przepraszam – pisnęła i poczułam jak powietrze w samochodzie robi się lżejsze.
            Zaciągnęłam ręczny, po czym długo obejmowałam prawą ręką rączkę. Patrzyłam na przednią szybę, zastanawiając się co mogę naprawdę powiedzieć Jamesowi. Starałam się wymyślić coś sensownego, ale moje starania były mizerne. Postanowiłam pójść na całość, i improwizować.
            Zadzwoniłam dzwonkiem bardzo szybko i niecierpliwie, dając znać danej osobie w domu, że się śpieszę i nie mam czasu na czekanie. Kiedy drzwi się otworzyły zobaczyłam w nich przystojnego bruneta. Miał jednodniowy, ale zauważalny zarost. Oczy lśniły mu iskrą życia, co jeszcze bardziej dodawało mu uroku. Usta ułożone miał w miłym wyrazie. Wcale nie wyglądał na załamanego i smutnego.
 - Tak? – miał przyjemny głos, ale na takie bajery się nie nabieram. Oparł się swobodnie o framugę drzwi.
 - Jesteś James Holding? – zapytałam prosto z mostu.
 - Owszem – uśmiechnął się jeszcze przyjemniej. – O co chodzi?
            Nie uganiam się za chłopkami, ale z czystym sumieniem mogę przyznać, że James był bardzo przystojny. Zachęcał do siebie głównie tym pięknym uśmiechem. Nie wiem co pomyślał widząc dziewczynę przychodzącą do jego domu. Może myślał, że jestem jego adoratorką.
 - O Maggie.
            Momentalnie w jego oczach zgasło to przyjemne światło, a usta złączył w prostą linię. Wyglądał jakby postrzał się o kilka lat. Widać było od raz, że imię tę wyryło się w jego pamięci na bardzo długo. Chyba w tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że czuje on coś do Maggie.
 - O kogo? – zapytał dziwnie nienaturalnie i sztucznie.
 - Dobrze słyszałeś – westchnęłam. – O Maggie. Twoją dziewczynę , która zmarła ponad dwa lata temu.
 - Jak to?- szepnął wyraźnie speszony.
 - Nie udawaj idioty – warknęłam. – Wiem, że jesteś w miarę mądry, więc mi nie wmawiaj, że nie rozumiesz.
 - Kim ty w ogóle jesteś? – lekko się otrząsnął.
 - To nic nie ma w znaczeniu sprawy dla której u jestem – wytłumaczyłam. – Chodzi o Maggie i tego się trzymajmy.
            Popatrzył na mnie krzywo z lekkim niedowierzaniem w oczach. Możliwe, iż pomyślał sobie, że jestem naciągaczką, która chce go okraść. To całkiem dopuszczalna opcja, sądząc po jego dziwacznej minie. Przeskakiwał wzrokiem ze mnie na moje auto. Może wpadło mu do oka.
 - Słuchaj – zganiłam go. – Przyszłam tu rozmawiać o czymś, a nie gapić się na moje auto.
            Otrzeźwiał. Patrzył na mnie, analizował każdy fragment mojego ubioru, twarzy, ciała. Starał się zgrywać mięśniaka, twardziela, ale widziałam jak trzęsą mu się rękę, a dolna warga drży, jakby chciał coś powiedzieć. Oczami mrugał co kilka sekund, jakby tkwił w nich czegoś odłamek. Wyglądał trochę tak, że mógł się za chwilę rozpłakać, a tego przecież nie chciałam. Wiedziałam, że obok nas stoi Maggie. Nie patrzyłam w jej stronę, ale to wiedziałam, bo czułam ten dziwny chłód, który towarzyszy duchom. Dobrze czułam jak się niecierpliwi tym, iż pozwalam Jamesowi tkwić w przed etapie załamania. Musiałam więc działać.
 - Wiem, że ciężko będzie ci w to uwierzyć – zaczęłam – ale Maggie bardzo za tobą tęskni. To głównie z uwagi na ciebie zrobiła to wszystko. Więc nie udawaj dupka i mnie posłuchaj: jej bardzo na tobie zależy, więc uśmiechnij się, po czym pokaż, że jesteś szczęśliwy.
 - O czym ty mówisz – podniósł głos. – Maggie nie żyje! Skąd możesz wiedzieć jak się czuje i czego dla mnie chce!
 - Bo wiem…
 - Jesteś jakąś psychopatką! – teraz już krzyczał. – Codziennie muszę sobie uświadamiać, że nie żyje, a ty wyskakujesz mi z czymś takim! Co z ciebie za człowiek!
 - Całkiem normalny! To nie ja stoję tu i płacze za kimś kogo i tak nie odzyskasz!
            To już przelało czarę. Wiedziałam, że nic już nie wskóram. Nie rozumiałam jak Maggie mogło zależeć na takim idiocie. Nie słuchał mnie, tylko kierował się tym nieszczęsnym uczuciem mówiącym mu, że jego dziewczyna nie życie i nie ma szansy na powrót do normalnego życia. Dobrze się dobrali. Dwoje świrów.
            Patrzyłam chwilę na tego nieudacznika, po czym po prostu odeszłam. Stawiając pewnie stopy na ziemi, szłam wyprostowana z głową w górze. Nie dam z siebie zrobić debilki i wariatki. A tym bardziej chłopakowi, którego nie znam i poznawać nie mam zamiaru.
            Wsiadłam do samochodu. Pokręciłam kilka razy biegami, aż poczułam luz i wrzuciłam R, by wycofać. Trochę za mocno przekręciłam kluczyk, ponieważ odpadł od niego breloczek. Spadł na ziemię, ale wcale mnie to nie zmartwiło. Już miałam wycofać, ale coś mnie powstrzymało. Był to widok, którego się w ogóle nie spodziewałam. Maggie stała obok Jamesa, opierając się na jego ramieniu, patrząc się jednocześnie na mnie smutnym wzrokiem. Widać było jak jej zależy na powodzeniu tego całego ,,planu’’. Ale niby jak mam jej pomóc nie mówiąc jej byłemu chłopakowi, że widzę duchy?

            Wysiadłam z samochodu i z miną jakbym szła na skazanie, ruszyłam ku drzwiom domu. James na mój widok wytrzeszczył oczy, ale nic nie powiedział. Patrzył po prostu jak do niego podchodziłam. Stanęłam naprzeciwko niego skupiając wzrok na jego oczach. Starałam się, by mój wzrok był morderczy. Nie mam pojęcia czy mi się udało, ale James przerwał zdanie, które już zaczynał mówić.
 - Będziemy tu tak stać, czy zaprosisz mnie do środka? – zapytałam.
 - Eee, możemy wejdź – odpowiedział.
            Zaprowadził mnie do środka. Dom był w wewnątrz równie elegancki jak na zewnątrz. Meble były białe lub czarne, świetnie komponując się z białymi ścianami i ciemnymi dodatkami. Widać było, że gospodyni domu to bardzo porządna kobieta. James zaprowadził mnie do salonu. Stała tam czarna kanapa z kremowymi poduszkami o pięknych wzorach. Było to całkiem ciekawe połączenie. James usiadł na fotelu ustawionym na przeciw wielkiego telewizora wiszącego na ścianie. Gestem ręki wskazał mi fotel po przeciwległej stronie kanapy lub na kanapę. Ja jednak wiedziałam, że jeśli usiądę, to moja odwaga i pyskatość trochę uleci.
 - Wolę nie – powiedziałam. – Chcę od razu przejść do rzeczy. Po pierwsze: pozwól mi dokończyć i mi nie przerywaj, nawet jeśli będę mówić całkiem bez sensu. Po drugie: spróbuj mnie znów nazwać psychopatką to skończysz na OIOM-ie.
 - Okej – westchnął.
 - Dobra – zaczęłam. – Jak już mówiłam, Maggie potwornie za tobą tęskni, ale boi się zobaczyć czy z tobą wszystko dobrze.
 - Nie rozumiem – jęknął chłopak. – Skąd wytrzasnęłaś wiadomość o Maggie?
 - Skąd? Skąd? – zapytałam. – To akurat ważne nie jest. Ważne jest to, żebyś powiedział tu i teraz, że czujesz się dobrze i jesteś szczęśliwy.
 - A jeśli nie jestem?
 - To już nie moja sprawa – wzruszyłam ramionami.
 - Kim ty do cholery jesteś?! – nie wytrzymał. – O co ci chodzi? Maggie nie żyje! Jak możesz wiedzieć co ona czuje?
 - Bo ją widzę! – wrzasnęłam i od razu pożałowałam tych słów.
 - Co? O czym ty mówisz? Jak możesz ją widzieć.
 - Normanie.
 - To mi to udowodnij.
 - Dobra – spojrzałam błagalnie na Maggie, która patrzyła na nas.
            Wiedziałam już jak mogę udowodnić swoją rację Jamesowi. Potrzebowałam do tego tylko pomocy Maggie i wszystko będzie dobrze. Nie mam bladego pojęcia dlaczego nie wpadałam na to wcześniej, ale teraz już mam plan, który powinien wypalić, a jeśli nie to tak jak zawsze będę improwizować.
 - Akurat w tym musisz mi pomóc – wpatrywałam się w Maggie, a James siedzący za mną zmarszczył brew. – Wymyśl jakieś wspomnienia czy coś w tym stylu, które znałaś tylko ty i on.
            Chwilę patrzała na mnie i nic nie mówiła. Trochę mnie to zdziwiło, ale wiedziałam, że szuka w głowie czegoś cennego, ważnego. O ile mnie pamięć nie myli to duchy tracą odrobinkę wspomnień, więc pewnie jest jej znacznie ciężej.
  - Kiedyś, gdy miał dziesięć lat sam poszedł do lasu, gdzie użądliła go pszczoła, na które jest bardzo uczulony. Nikomu się nie przyznał, ale po czasie stchórzył i powiedział mamie…
 - Kiedyś, gdy miałeś dziesięć lat sam poszedłeś do lasu, gdzie użądliła cię pszczoła, na które jesteś bardzo uczulony. Nikomu się nie przyznałeś, ale po czasie stchórzyłeś i powiedziałeś mamie o tym. Jak się dowiedzieliście twoje uczulenie to bardzo rzadka odmiana uczulenia, która daje się dopiero zauważyć, kiedy się wystarczająco rozwinie. To bardzo poważne, więc prawie nikt o tym nie wie..
 - Skąd…
 -…byłeś szaleńczo zakochany w podstawówce, ale powiedziałeś sobie, że zaczekasz do gimnazjum i jeśli ta dziewczyna nadal ci się będzie podobać to się z nią umówisz. Tak zrobiłeś. Kiedy tylko przekroczyłeś próg nowej szkoły zdałeś sobie sprawę, że to nie dziewczyna dla ciebie. Określasz ją jako ,,Niespełnioną miłość’’. Później spotkałeś inną. Od razu cię zachwyciła, bo była inna. Spokojna, cicha, miła. Miała zamiar nie iść na zabawę szkolną, ale ją wyciąłeś na nią. Wyznałeś jej tam, że się w niej podkochujesz i zostaliście parą. Byłeś przy niej w chorobie, a kiedy kazał ci odejść i nie wracać, ty zawsze wracałeś. Raz się jej nawet oświadczyłeś. Ona to przyjęła. Uznaliście, że będzie to wasza tajemnica do końca życia, a w przyszłości spełnicie tą obietnicę. Nie udało wam się to. Głównie za to przeprosiła w liście do ciebie, który ci zostawiła, w ten nieszczęsny dzień.
 - To prawda. Nikt o tym nie wiedział…nie powiedziała nikomu.
 - Teraz mi wierzysz?
 - Tak. Czy ona tu jest?
 - Cały czas.
 - Może to głupie z mojej strony, ale wierzę ci.
 - Super.
            Nie wiem czego wtedy oczekiwałam, ale chyba się tego doczekałam. Maggie przytuliła się do Jamesa, co wyglądało zabawnie, gdyż chłopka dotykał powietrze. Jednak wiedział, że ona tam jest. Mimo, że trząsł się przez zimno emanujące od Maggie to się uśmiechał i był szczęśliwy. A ona wiedziała jak on się czuje.

 - Dziękuję – szepnęła. 

3 komentarze:

  1. Kobieto! Jak skonczysz to cudowne dzieło to idź z tym żeby to wydrukowali w ksiązkę naprawdę! to jest świetne

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah ładnie, fajnie, przyjemnie. Kojarzy mi się z jakimś serialem, który kiedyś oglądałam XD co prawda zapomniałam jak się nazywa ale było w podobnym klimacie XD. Tak, więc cóż weeny życzę i czekam na kolejny rozdział
    I zapraszam do siebie: creepyalice.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń