poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział siódmy

     
            Przyłapałam się na tym jak po moim policzku spływa zła. Otarłam ją od zniechęcenia. Całe moje życie byłam twarda, nieustraszona, a tym bardziej samolubna, więc co mogło spowodować, że tak po prostu płaczę, kiedy usłyszę wzruszającą historię? No cóż, muszę przyznać, że Maggie przeszła coś okropnego, ale nawet coś równie smutnego nie powinno mnie wzruszyć.
            Dziewczyna cały czas patrzyła na wodę. Nie odrywała od niej wzroku. Według mnie to trochę sadystyczne. Patrzenie cały czas na ostatnie wspomnienie za życia. Wspomnienie bardzo bolesne.
 - Jak twoi bliscy sobie z tym poradzili? – spróbowałam jakoś ją rozerwać, nawet jeśli temat rozmowy miał być smutny.
 - Rodzice średniawo dają sobie radę – nadal wpatrywała się w wodę. – Mama teraz ciągle pracuje, ale na pewno jest z nią lepiej niż kilka miesięcy temu. Tata nie umie sobie znaleźć miejsca dla siebie. Ciągle coś zaczyna, ale nie umie skończyć. Oddalili się od siebie.
            Przyswoiłam sobie jej słowa. Zastanawiał mnie fakt czy moja matka też by się przejęła moją śmiercią. W końcu na co dzień nie interesują ją moje wybryki. Ważne jest tylko to by rachunek za szkody był wyrównany, a reszta się już nie liczy. Może gdyby tata żył on by się przejął. Nie ma pojęcia. Nie znałam go za bardzo, więc nie ma pojęcia o jego odczuciach.
 - Brat chyba nieźle sobie radzi – kontynuowała. – Rok po całym tym wydarzeniu wziął ślub z Natalie, swoją dziewczyną. Miałam okazję ją poznać jeszcze przed chorobą. Miła dziewczyna. Trochę się oddalili kiedy mój nowotwór się wydał, ale później ona go wspierała, więc dają sobie radę. Ożenili się. Natalie jest w szóstym miesiącu ciąży. Będą mieli dziewczynkę, którą chcą nazwać Maggie. Są szczęśliwi.
            Uśmiechała się kiedy mówiła o bracie. Jak widać w jego życiu wszystko się układa. To cudowny gest, że chce nazywać córkę po siostrze. No dobra, trochę zaczynam przesadzać z tą słodkością. Coś jest ze mną nie tak!
 - A twój chłopak? – tylko jego brakowało w gromadce osób, o których wspomniała w swojej opowieści. – Jak jemu się układa?
 - Nie wiem – odparła po prostu.
 - Jak to nie wiesz?
 - Nie wiem. Od ponad dwóch lat nie potrafię pójść od tak, i zobaczyć czy u niego wszystko dobrze. Za bardzo go zraniłam, by teraz po prostu go zobaczyć.
 - Dramatyzujesz – westchnęłam. Chyba wróciła moja samolubna natura.
 - A ty byś dała radę? – podniosła głos i głowę. Patrzyła mi w oczy. – Kochasz kogoś, jesteś przy nim szczęśliwa i nagle go opuszczasz. Wszystko z twojej winy. I czułabyś się z tym normalnie?
 - Jesteś duchem – rzuciłam. – Wiele do stracenia nie masz.
 - Wymigujesz się od odpowiedzi!– krzyknęła. – Czy czułabyś się normalnie?
 - Tak! – odwrzasnęłam. – Tak, czułabym się normalnie! Zrozum mnie do siebie porównywać nie możesz! Jestem tylko bezsercną idiotką, która ma w poważaniu uczucia innych! Jeśli go zraniłaś to tylko, i wyłącznie jego wina, bo był z tobą wiedząc, że i tak niedługo umrzesz!
            Mina jej zrzedła. Chyba nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Może myślała, że będę jej współczuć i płakać razem z nią? Musi zrozumieć, że taka nie jestem.
            Nagle wstała, po czym zaczęła odchodzić. Trochę mnie zamurowało. Nie sądziłam, że duch może być na straconej pozycji i tak po prostu odejść, poddając się. Ona najwyraźniej chce tak zrobić.
 - Każdy ma prawo do uczuć – powiedziała na odchodne. – Każdy może czuć co chce. Nawet jeśli są to oszukane odczucia, o których wiemy. Sami wybieramy. Ale żeby mieć serce, też trzeba się poświęcić.
 - Mnie to mówisz? Ty boisz się uczuć. Boisz się nie reakcji tego chłopka, ale boisz się, że cię zrani, kiedy zobaczysz, że wcale nie tęskni, tylko ułożył sobie normalnie życie. To są twoje uczucia.
            Wbiła we mnie wzrok. Jej błękitne oczy lśniły od jasnych łez, które często spływały  na jej policzki. Może i nie mam serca, ale na uczuciach, szczególnie innych, to się znam.
 - Boisz się, że go zraniłaś, ale bardziej boisz się, iż zobaczysz, że jest szczęśliwy bez ciebie.
 - To prawda – przyznała szeptem.
 - Dasz radę spojrzeć prawdzie w oczy? – zapytałam.
 - Nie mam pojęcia.
            Zauważyłam w jej oczach coś w rodzaju tęsknoty i nadziei.
 - Nie pomogłabyś mi w tym? – spytała nieśmiało.
 - Chyba żartujesz.
 - Mówię całkiem poważnie.
 - Jak na ducha masz niezłe poczucie humoru.
 - Wiem. No to co pomożesz?
 - Nie wiem. Zastanowię się nad odpowiedzią i dam ci znać.
 - Even! To nie żarty!
 - Okej. Dobra. Ale zaraz…skąd znasz moje imię?
 - Eee…ja…no..bo…od jakiegoś czasu obserwowałam cię jak tu przychodziłaś.
 - No proszę duch kryminalista i psychopata.
             

3 komentarze:

  1. Aż nie wierzę że to ty piszesz *O*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest fajnie czasami są błędy językowe, ale tak poza tym to styl lekki i przyjemny. Historia taka dość przewidywalna ale ciekawa. Ogólnie podoba mi się i zamierzam zaglądać :3
    Lubię historie o duchach wiec to zdecydowanie moje klimaty. No i czekam na kolejny rozdział, weny życzę i zapraszam do siebie
    creepyalice.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział :)
    Oryginalna historia, a to według mnie najważniejsze :)
    Tylko szkoda, że tak krótko ^^
    Weny życzę i zapraszam do siebie:
    http://ruby-wine.blogspot.com/
    http://age-of-the-heir-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń