poniedziałek, 30 maja 2016

Rozdział szesnasty

                       Zgodnie z moimi przypuszczeniami, większość czasu spędziłam w łóżku, jedząc lody, mrożone zapiekanki oraz pizzę i oglądając powtórki seriali, które widziałam już setki razy. Nick oczywiście zalewał mnie falą SMS-ów, z pytaniem jak się czuje, czy wszystko w porządku. Niekiedy nawet nie ładowałam telefonu, żeby nie musieć mu odpisywać.
            Pozwalałam nawet sprzątać w pokoju Elizie. Z początku była bardzo przestraszona, jakbym co najmniej miała ją zjeść czy coś. Z dnia na dzień, jednak uwijała się szybko, nawet na mnie nie zerkając. Oprócz tego przynosiła mi odmrożone jedzenie, upieczone w piekarniku. Koniec końców, nie była taka zła.
            Mój przyjaciel , razem z resztą mieli wrócić dwa dni przed końcem ferii. Jednakże Maxine wpadła na pomysł, żeby przyjechać wcześniej, po to, aby mnie rozerwać. Nie bardzo mi przypadł do gustu ten plan.  Wolałam wsuwać pizzę, oglądając Dr.Housa po raz czwarty, niż cackać się z zakochaną parką. Wystarczał mi fakt, że rozmawiałam z Maxine przez telefon. Ta laska zmieniła swoje nastawienie do mnie.  Nie wiem nawet dlaczego.
            Dzień przed zakończeniem ferii Nick zawiózł mnie do szpitala, żeby sprawdzić jak z nogą. Zdaniem lekarza nie było najgorzej, kość zrastała się prawidłowo. Mimo to ściągnięcie gipsu zaplanował dopiero za dwa tygodnie. Ehh, chodzenie z białą nogą do szkoły, i to jeszcze z tymi wszystkimi schodami.
            A i jakby kogoś to zastanowiło, to Amanda Alinas tylko spytała: jeszcze ci tego nie ściągnęli?

            Udało mi się jakoś ubrać. Gips mega utrudnia funkcjonowanie, no ale jakoś żyć z nim muszę. Wszystkie poranne czynności zajęły mi znacznie więcej czasu niż zwykle. Nawet malowanie się przy lustrze w łazience okazało się problematyczne. No ale jakoś dałam radę.
            Na dole zjadłam prowizoryczne śniadanie. Wcześniej wzięłam ze sobą z góry torbę i buty (znaczy się buta, bo na gips raczej nie wcisnę).
            Nie miałam tylko zielonego pojęcia jak mam dostać się do szkoły. Jechać samochodem nie mogę, a podróż na pieszo z kulami nie wydawała mi się kusząca. Jasne, że Nicka zaproponował mi podwózkę, ale duma nie pozwoliła mi się zgodzić. Tak więc z torbą przewieszoną przez ramię oraz z kulą pod pachą.
            Wyszłam z domu, po czym jako tako udało mi się przekluczyć dom. Jednak kiedy odwróciłam się, mało nie spadłam ze schodka przed drzwiami. Obok bramy stało czarne auto, o które opierał się młody chłopak. Logan miał na sobie czarny T-shirt, niedbale wciśnięty w dżinsy. Na mój widok uśmiechnął się promiennie. Pomaszerował dziarskim krokiem do furtki, o którą oparł się, tak jak wcześniej o auto.
 - Co ty tutaj, do jasnej cholery, robisz – zapytałam, szczerze zdziwiona.
 - Jak to co? – jego uśmiech był wręcz bezczelny. – Obiecałem, że zawiozę cię do szkoły. W końcu przeze mnie twoją nogę zdobi to białe.
 - Poradzę sobie sama – mruknęłam przechodząc obok. Zatrzasnęłam furtkę, ale nie zdążyłam przejść dwóch metrów, kiedy Logan złapał mnie za łokieć.
 - Ja i tak sam muszę się zawieść, więc co mi szkodzi cię podwieźć? – uniósł swoją brew. – Oporem marnujesz tylko mój czas, a ja nie odpuszczę.
            Przewróciłam oczami dobitnie i boleśnie. Jednak mimo to pozwoliłam mu otworzyć drzwi od strony pasażera. Wgramoliłam się na zimne siedzenie, uważając by nie uradzić kostki. Kiedy już siedziałam, zapięłam się pasem. Logan spojrzał na mnie trochę speszonym wzrokiem, ale nic nie powiedział. Nie wiem o co dokładnie mu chodziło.
            W porównaniu jak jechał ostatnim razem, dziś prowadził niczym dzieciak, któremu ojciec pozwoli prowadzić na wyboistej drodze, pozbawionej jakichkolwiek aut.
 - Od kiedy prowadzisz tak spokojnie? – zaczepiłam go.
 - Od kiedy zauważyłem, że pewna niewiasta odczuwa paniczny strach, gdy jest ze mną w zacnym wehikule .
 - O kurde, ty się chyba cofasz w czasie – zaśmiałam się. – Mówisz jak mój psorek od angielskiego.
 - Chodzę na zajęcia z filozofii i…
 - …i kochasz się w poezji, twoim marzeniem jest cofnięcie się do XVIII wieku, a twoje ulubione dzieło to Romeo i Julia.
 - W sumie by się zgadzało, ale czasu w których żyję są znośne, a Romeo i Julia po stokrotnym przeczytaniu nie jest takie fajne.
            Przez chwilę nikt z nas nic nie mówił. Po pewnym czasie, gdy byliśmy prawie obok szkoły, Logan powiedział:
 - Zgaduję, że to tutaj chodzisz do szkoły – głową wskazał na budynek mojej edukacji.
 - Taa – odpowiedziałam.
            Podjechał pod bramę. Szybko wysiadł, aby pomóc mi wyjść. Przyjęłam jego pomoc z niechęcią, widząc jak pierwszoroczniaczki gapiły się na nas, w szczególności skupiając się na Loganie.
            Znowu obarł się o drzwi samochodu, kiedy stałam już obok furtki prowadzącej do szkoły, przed którą było już pełno uczniów.
 - To o której mam po ciebie przyjechać – patrzył na mnie, lecz kiedy przechodziła obok nas jakaś dziewczyna, puszczał jej oczko.
 - Poradzę sobie sama – burknęłam.
 - Dobra, kończę dzisiaj wcześniej, więc poczekam te kilka godzin, dopóty ze mną nie pojedziesz – uśmiechnęłam się, wiedząc że raczej nie był do tego zdolny. – Uwierz mi jestem do tego zdolny – cholera.
            Nic nie powiedziałam, tylko wsparta na kulach, ruszyłam. Gdy już byłam w miarę daleko, ale na tylko blisko by mnie słyszał, odwróciłam się.
 - Przyjedź o wpół do czwartej.
            Posłał mi ten swój idiotyczny uśmieszek i wsiadł do samochodu.
 - Palant – mruknęłam tylko i sama ruszyłam w stronę szkoły.
Przed drzwiami czekała na mnie Maxine i (Boże lituj się) uścisnęła mnie.
 - Mmm, co to za przystojniak cię odwiózł? – zaniosła się tym swoim śmiechem, za który połowa facetów w szkole dała by się zabić. – Twój osobisty kamerdyner?
 - To ten debil, przez którego złamałam nogę – powiedziałam tylko.
 - Oj tam. Już połowa dziewczyn w szkole chce cię zabić, bo to ty z nim kręcisz.
            Pokręciłam głową, ale ruszyłam za nią dalej, do szafek. Pierwszą miałam matmę, co mnie szczerze bolało. Co za idiota, daje nam na pierwszej lekcji matmę?!
            Koło szafek spotkałyśmy Nicka. Cmoknął swoją dziewczynę w usta, rzucił mi tylko krótkie ,,Hej’’. Niestety, nie zdążyłam nic powiedzieć ani zrobić, bo Maxine zaczęła jak najęta gadać o chłopaku, który odwiózł mnie do szkoły.
 - A jak ja chciałem cię przywieźć, to nie chciałaś – udawał obrażonego, lecz cały czas się uśmiechał.
 - BO ŻADEN NIE MIAŁ MNIE ZAWOŹIĆ – wybuchłam śmiechem, mimo że bardzo tego nie chciałam.
 - Obie wiemy, że to dla ciebie bardzo korzystne – podsumowała Maxine, po czym odeszła uczepiona Nicka na lekcje.
            Wzięłam książki, a potem z ogromną niechęcią poszłam na lekcje.

            Gdzieś po chemii, przyszła po mnie pani z sekretariatu, prosząc aby zajrzała na chwilkę do dyrektora. Mówiąc szczerze, już tyle razy tam byłam, że nawet nie pomyślałam o strachu. Mimo powszechnej opinii, o straszności i wredocie naszego szanownego dyrka, to niestety albo stety, ja się go nie boję.
            Weszłam do przestronnego gabinetu, z zdjęciami absolwentów w ramkach, pucharami, medalami i tym podobne. A za szerokim, drewnianym biurkiem siedział mój szanowny dyrektor, z okularami na czubku nosa.
            Długimi, bladymi palcami przewracał jakieś kartki.
 - Ach, panna Even – jego oczy były zawsze jakoś nienaturalnie małe. – Proszę, usiądź.
            Usiadłam więc na przesadnie miękkim fotelu, w który szybko się zapadłam. Dyrektor przewracał dalej kartki, szukając właściwej. Kiedy już ją miał, spojrzał na mnie tymi swoimi szparkowatymi oczyma.
 - Czy wiesz, może panno Alians, z jakiego powodu cię tutaj poprosiłem?
 - Cóż, od czego mam zacząć? Trochę tego dużo – prychnęłam.
 - Na pani miejscu, panno Alians, uważałbym na słowa. Pani sytuacja i tak jest już w złym stanie – zsunął okulary z nosa, przejechał dłonią po pokrytej zmarszczkami twarzy. – Od kiedy pojawiłaś się w naszej szkole, twoja kartoteka jest zapełniona po brzegi. A twoje wykroczenia są potworne. Jednakże twój ostatni postępek…
 - … ma pan na myśli to graffity? – wybuchnęłam śmiechem. – Przecież to tylko niezdarne rysuneczki.
 - Ale doskonale wiedziałaś jakie nasze miasto chce zrobić wrażenie! Ty razem z Elsonem i Saterem kompletnie przesadziliście. Czeka was za to kara.
 - Ehh, kiedy mamy zmyć to graffity? – westchnęłam z rezygnacją.
 - O nie, nie, moja droga – wyszczerzył zęby w uśmiechu (tu muszę zaznaczyć, że jego dwójka była złota, a reszta zębów nieźle poniszczona). – Za twoje liczne wykroczenia, musisz wykonać porządną ilość godzin prac społecznych.
 - Co?! Nie ma mowy!
 - Ależ oczywiście.  Twój opór był do przewidzenia. Jednak, pragnę zaznaczyć, że masz na swoim kącie liczne wagary, nieusprawiedliwione ucieczki z lekcji, demoralizację, picie jak i palenie, kradzieże, niszczenie mienia szkoły jaki i miasta. Długo by wymieniać. Za to wszystko w najlepszym razie trafisz do szkoły z internatem, o zaostrzonym rygorze. W najgorszym wypadku – tu uśmiechnął się tym swoim uśmieszkiem – trafisz do poprawczaka.
            Poczułam jak coś przewraca mi się w żołądku.
 - Do…do poprawczaka? – wręcz wypiszczałam.
 - Dajemy ci szansę – ton jego głosu zdradził mi, że raczej tej szansy nie daje mi on. – Szansę na poprawienie swojego zachowania. Prace społeczne są dopiero początkiem. Później pozytywne oceny, znośne zachowanie, ograniczenie wulgaryzmów. Ale to już twoja sprawa co wybierzesz.
            Wyobrażam sobie siebie w więzieniu dla młodych. Ja wśród debili, którzy się popisywali, albo gorzej. Zdecydowanie gorzej.
 - Nikt nie bierze pod uwagę zdiagnozowanych u ciebie chorób, Even. Nie ważne czy naprawdę masz coś z głową czy nie, sądzimy cię nadal tak samo.
            Mama miałaby mnie z głowy. Eliza nie musiałaby się mnie pytać czy posprzątać mój pokój. Tata Maggie już nie mógłby ze mną śmiało rozmawiać, jak z własną córką. Nick, ani Maxine nie musieliby się ze mną użerać. Może nikt by już przeze mnie nie umarłby.
            Ale nie chciałam takiego życia.
 - Zgoda. Niech będą te całe prace.
 - Świetnie! Zaczynasz od trzynastego marca.
            Ekstra. Dzień po moich urodzinach. Prezent roku.                    

2 komentarze:

  1. Hejka. Ciekawy rozdział. Podoba mi się twoja strona. Piszę, żebyś wiedziała, że ktoś tu często zagląda. Życzę powodzenia w dalszym pisaniu. ;)

    OdpowiedzUsuń