` Wcisnęłam
głowę w poduszkę, ale i tak słyszałam dźwięki dobiegające z dołu; śmiech,
rozmowy. Mimo starań, by tego nie słyszeć, to i tak irytował mnie miły głos
mojej mamy, która z taką dobrocią zwracała się do jakiś ludzi. Wychwyciłam
nawet jakieś dziecko. Jeszcze tego brakowało.
Ręce bolały
mnie od wczorajszego sprzątania. Rozciągnęłam się na łóżku, czując zakwasy w
mięśniach. Poszłam pod prysznic. Strasznie się spociłam w nocy. Potem zaczęłam
przebierać ubrania w szafie. Wyjrzałam przez okno; trochę mżyło. Wzięłam więc
długie spodnie.
Włożyłam
czarne spodnie, trampki, biało-czarną bluzkę do pępka i skórę. Włosy związałam
w luźny kok. W sumie nie wiedziałam co chciałam robić, lecz wiedziałam, że nie
będę siedzieć w domu. Wrzuciłam telefon i pieniądze do kieszeni, po czym
zeszłam na dół do kuchni. W salonie siedziała moja mama, ubrana w idealnie
prostą niebieską sukienkę z jakoś kobietą. Na kanapie siedział chłopiec, na oko
ośmioletni, zapatrzony w telefon. Przed telewizorem siedziała – może siedmioletnia
– dziewczynka z dwoma kucykami z blond włosów.
Jak gdyby
nigdy nic, zaczęłam robić sobie śniadanie. Zerknęłam na zegarek, po czym zdałam sobie sprawę, że to raczej obiad.
W sumie
najchętniej zjadłabym kolejną zapiekankę, no ale nie miałam na to szans. Coś
już piekło się w piekarniku, a z mikrofali zawsze są gumowate. Wzięłam miskę,
nasypałam do niej płatków (kupionych przez mamę, więc mających 0% cukru)
zalałam to jogurtem naturalnym. Dosypałam cukru, po czym zaczęłam jeść, oparta
o blat.
Dziewczynka
w salonie zaczęła się wyraźnie nudzić. Kręciła się, zaglądała do wszystkich
kątów. W końcu, gdy już chciała sobie iść pozwiedzać, jej *chyba* mama, złapała
ją w pasie i powiedziała:
- Skarbie, nie możesz
sama się kręcić po czyimś domu.
- Ach, to nic takiego
– wtrąciła moja mama i dziewczynka już sobie poszła.
Jadłam dalej. Oczywiście zaraz w
kuchni pojawiła się owa dziewczynka. Stanęła w progu, patrząc na mnie. Ja
skończyłam, umyłam talerz. Wyjęłam sok z lodówki, napiłam się. Cały czas mnie
obserwowała.
- Jesteś śliczna –
rzuciła, po czym zarumieniła się. Uciekła szybko do salonu.
A ja
stanęłam jak wryta. Nigdy, PRZENIGDY, Nikt mi nic takiego nie powiedział.
Poczułam się dziwnie. Z moimi włosami, nierówno przyciętymi, w kolorze błota, z
moją bladą skórą i ciemnymi oczami, dla kogoś mogłam wydawać się śliczna?
Poszłam do
łazienki, żeby umyć zęby. Wyszorowałam je dokładnie. Przyjrzałam się sobie w
lustrze. Kok mi się przekrzywił. Nie miałam makijażu. Ale nic mi to nie
przeszkadzało. Zeszłam z powrotem na dół. Wyszłam głośno trzaskając drzwiami.
Spadały na
mnie małe krople. Obok przejeżdżały auta, rozbryzgując wodę. Odsuwałam się jak
najdalej od jezdni, żeby mnie nie ochlapały.
Ruszyłam na
most. Miałam nadzieję spotkać Maggie. Dawno jej nie widziałam.
- Even – uśmiechnęła
się duch dziewczyny, gdy stanęłam obok niej.
Nie do końca wiedziałam o czym z nią
rozmawiać. Raczej nie wypada powiedzieć ,,Jak życie’’.
- Jak twoi
przyjaciele? – spytała.
- Jakoś – rzuciłam.
Przez
chwilę maznęłam, czując jak woda przemaka moje ubranie. Oczy Maggie wydawały
się nadal żywe, ale jakby trochę przygaszone.
- Co jest? –
zagadnęłam.
- Byłam u brata –
uśmiechnęła się. – To znaczy, wiesz w jaki sposób.
Kiwnęłam tylko głową.
- Odwiedziłam mamę,
tatę. Jamesa – z rozmarzeniem spojrzała w dal. – Widzisz Even, bycie duchem to
nie jedyna opcja.
- Jak to? –
przełknęłam ślinę.
- Można być duchem w
dwóch miejscach – tłumaczyła. – W świecie, w którym żyjesz ty i inni, oraz w
innym miejscu. My duchy, mówimy sobie, że to coś w rodzaju czyśćca. Ale to nie
jest jedyna opcja. Możemy…możemy, jak gdyby iść dalej, ku nieznanemu. My
wybieramy kiedy to robimy.
Przed oczami mam ducha mojego taty,
który idzie tak zwanie ,,dalej’’.
- Co się wtedy
dzieje? – wybąkałam.
- Nikt tego nie wie –
odpowiedziała. – Dlatego to taka trudna decyzja. Nie wiemy co się z nami
stanie. Nikt już nie wróci, nikt nic nie opowie.
- Przez cały czas patrzę na życie innych z boku. Patrzę jak ludzie żyją pełnią życia - uśmiechnęła się smutno. - Widzę dzieci bawiące się ze sobą. Mam przed sobą młodych ludzi, którzy pierwszy raz się zakochują. Nie raz ktoś właśnie tutaj powiedział pierwsze kocham cię - spojrzała tęsknie na most. - Właśnie tutaj oświadczył mi się James. Stało się to tutaj - przerwała, ale czekałam, aż jeszcze coś powie. - Ja...zostałam bo bałam się o nich. Troszczyli się o mnie cały czas. Rodzice poświęcali się dla mnie od chwili kiedy dowiedzieli się, że przyjdę na świat. Nauczyli mnie chodzić, mówić, marzyc. Mój brat bronił mnie, dokuczał, bawił się ze mną. A James...byłam pewna, że to miłość na zawsze.
Woda skapywała mi z twarzy i włosów. Nie byłam pewna czy to przypadkiem nie łzy. Patrzyłam w twarz Maggie. Chciałabym, by żyła. Tak wiele cudownych osób nie żyje.
- To dlaczego odeszłaś wcześniej? Nie wiadomo - pozbierałam myśli - może znaleźli by lekarstwo?
- Wyobraź sobie, że każdego dnia budzisz się z bólem. Obok ciebie płacze twoja mama, tata szuka lekarzy, brat zaczyna szukać pocieszenia w dziwnych miejscach. A narzeczony widzi jak włosy wychodzą ci garściami, patrzy jak zwijasz się z bólu i wymiotujesz? Chciałam by nie cierpieli.
- Przez cały czas patrzę na życie innych z boku. Patrzę jak ludzie żyją pełnią życia - uśmiechnęła się smutno. - Widzę dzieci bawiące się ze sobą. Mam przed sobą młodych ludzi, którzy pierwszy raz się zakochują. Nie raz ktoś właśnie tutaj powiedział pierwsze kocham cię - spojrzała tęsknie na most. - Właśnie tutaj oświadczył mi się James. Stało się to tutaj - przerwała, ale czekałam, aż jeszcze coś powie. - Ja...zostałam bo bałam się o nich. Troszczyli się o mnie cały czas. Rodzice poświęcali się dla mnie od chwili kiedy dowiedzieli się, że przyjdę na świat. Nauczyli mnie chodzić, mówić, marzyc. Mój brat bronił mnie, dokuczał, bawił się ze mną. A James...byłam pewna, że to miłość na zawsze.
Woda skapywała mi z twarzy i włosów. Nie byłam pewna czy to przypadkiem nie łzy. Patrzyłam w twarz Maggie. Chciałabym, by żyła. Tak wiele cudownych osób nie żyje.
- To dlaczego odeszłaś wcześniej? Nie wiadomo - pozbierałam myśli - może znaleźli by lekarstwo?
- Wyobraź sobie, że każdego dnia budzisz się z bólem. Obok ciebie płacze twoja mama, tata szuka lekarzy, brat zaczyna szukać pocieszenia w dziwnych miejscach. A narzeczony widzi jak włosy wychodzą ci garściami, patrzy jak zwijasz się z bólu i wymiotujesz? Chciałam by nie cierpieli.
Przez
chwilę stałam i patrzyłam na nią. Stała się moją przyjaciółką. Wiele wycierpiała. Za wiele.
- Chcesz odejść? –
spytałam.
- Moi bliscy są
szczęśliwi. Wszyscy ułożyli sobie życie. A ja…ja już nie chcę tak żyć, to nawet
nie jest życie – w jej oczach połyskiwały łzy.
Wiedziałam,
że bycie tutaj, przypatrywanie się życiu ludzi, wcale nie może być fajne.
- To twoja decyzja –
powiedziałam. – Twój wybór, który musimy zaakceptować.
- Czekałam tylko na
ciebie – podsumowała.
Rzuciła się
na mnie. Poczułam lekkie zimno. Mogła mnie dotknąć, co z jednej strony było
fascynujące, z drugiej przerażające. Odsunęła się ode mnie. Usta jej drżały, a
oczy wypełniały łzy.
- Będę za tobą
tęsknic – uśmiechnęła się.
- Ja za tobą też.
Pożegnam się z nim od ciebie.
Kiwnęła
głową. Trzymała mnie za rękę, a jej duch zaczął blednąc.
Przed moimi
oczami spostrzegłam obrazy, które umykały zdecydowanie za szybko. Jakaś łąka,
tłumy ludzi, piękną kobietę, ubraną w ciuchy z kilku stuleci wstecz. Ujrzałam
bramę z mosiądzu, srebra, złota, wysadzaną kamieniami szlachetnymi. Widziałam
twarze rodziców Maggie, jej brata i Jamesa. W ostatnim przypadku widziałam
moment, gdy chłopak się jej oświadczał. Widziałam nagrobek z jej nazwiskiem i
imieniem.
Puściła
mnie. Zaczęła znikać. Byłam jednocześnie z nią, ale też na moście. Widziałam tą
bramę. Przewijały mi się obrazy małej Maggie. Jej pierwsze kroki. Pierwszy rower.
Pierwszy dzień w szkole. Widziałam jak chowała mleczaki pod poduszkę. Dostrzegłam jak się przewraca, jak zdziera kolana. Pierwsza miłość. Pierwszy dzień okresu. Pierwszy pocałunek. Wymarzona sukienka na imprezę zakończenia szkoły. Poznanie Jamesa. Pierwszy łyk alkoholu. Choroba. Potem
most i ciemność, chłód i pustka, gdy umarła.
Czułam jej
wspomnienia. Strach, ból, radość, miłość. Nie umiem tego opisać. Widziałam
jej życie. Ale byłam sobą. Byłam Even, choć
jakoś byłam Maggie.
Czułam dotyk słońca, gdy wyszła ze szpitala
po diagnozie. Czułam ból, kiedy wspomniała, jak dowiedziała się, że ma raka. Ale
dominująca była ulga, iż już koniec. Radość, że już nie cierpi.
Wszystko przeminęło. Poczułam zimno. Wiedziałam, że jej już nie ma ze mną. Odeszła dalej. Poszła ku nieznanemu.
Wszystko przeminęło. Poczułam zimno. Wiedziałam, że jej już nie ma ze mną. Odeszła dalej. Poszła ku nieznanemu.
Zanim
zdążyłam cokolwiek zrobić, obraz mi się zamazał. Ze imieniem Maggie, poleciałam
ku ziemi.
Świetne...
OdpowiedzUsuńDzięki :*
Usuń