niedziela, 24 lipca 2016

Rozdział dwudziesty trzeci

            Dostałam jakieś leki. Pigułki, tabletki i kroplówki. Jednak nic mnie tak nie zdziwiło jak pojawienie się Maxine.
 - Kim jesteś i czego chcesz? – zapytałam, gdy usiadła o bok łóżka.
            Wcześniej napisałam do Nicka czy nie mógłby przyjechać do mnie. W sumie prosiłam go też aby wpadł do mnie do domu i wziął mi jakieś ciuchy. Nie miałam zamiaru prosić o to mamy.
 - Wiem, że bardzo cieszysz się z mojej obecności – uśmiechnęła się.
            Miała na sobie białe rurki, czarny sweter i różową kurtkę. Mimo trochę mokrych włosów wyglądała jak zawsze porządnie i nienagannie.
 - Nick prosił, żebym mu pomogła z tymi ciuchami – zdjęła kurkę, kładąc ją sobie na
kolanach. – Nie chciał wchodzić do twojego domu jak nikogo nie ma.
            Mało oczy nie wypadły mi z orbit. Maxine od jakiegoś czasu była dla mnie miła, a teraz zgodziła się mi pomóc? M i?
 - Błagam powiedz, że to nie żart – jęknęłam.
 - No proszę cię! – skrzyżowała ramiona z oburzeniem. – Przecież moje ciuchy są w porządku.
 - Może dla ciebie.
            Mimo to nadal obie się uśmiechałyśmy. Nie umiałam jednak siedzieć z nią w jednym pomieszczeniu, nie wiedząc dlaczego tak się zachowuje.
 - Dobra, Maxine, o co ci chodzi?
            Spojrzała na mnie zdziwiona.
 - Jak to o co chodzi?
 - Od kiedy chodzisz z Nickiem, jedyne co robiłyśmy to kłócenie się. Od niedawna jesteś dla mnie miła i zachowujesz się jakbyśmy były przyjaciółeczkami na zawsze – przy ostatnich słowach posiliłam się na słodki głosik siedmiolatki.
 - Even…ja – zająkała się. Wbiła wzrok w swoje idealnie zrobione paznokcie. – Chodzi o to, że Nickowi bardzo na tobie zależy, a ja była tylko zazdrosna.
            Nie przerywałam jej. Siedziałam jak słup soli, nie wiedząc co mam powiedzieć ani zrobić.
 - Kiedy umarła Monique…ja…pomyślałam, że może…może…potrzebnacinowaprzyjaciółka – wybąkała, jąkając się i mówiąc tak szybko, że nic nie zrozumiałam.
 - Że co?
 - Myślałam sobie, że może potrzebna ci nowa przyjaciółka.
            Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Wpatrywałam się w nią. Była piękna, mądra, bogata, a do tego to dziewczyna mojego najlepszego przyjaciela.
            Wybawił nas Nick. Wszedł na salę z szerokim uśmiechem. Pod pachą miał torbę. Postawił ją w nogach łóżka. Po czym podszedł do mnie i przytulił. Odsunął się, spojrzał mi w oczy i szepnął:
 - Cieszę się, że nic ci nie jest.
            Przysunął sobie krzesło. Usiadł obok Maxine.
 - Wziąłem wszystko co kazałaś – o dziwo zwrócił się do Maxine, a nie do mnie.
 - Chciałam tylko ubrania na jakieś dwa dni – zaznaczyłam.
 - No tak…Maxine ci pożyczyła.
 - Różową spódniczkę i bluzkę w jednorożce?
 - Mam czarne ubrania – wcięła się dziewczyna Nicka.
            Zaśmialiśmy się z Nickiem.
 - No co? – naburmuszyła się Maxine.
 - Ty i coś czarnego?
 - A jaki mam sweter?
            Kiedy już przestaliśmy się śmiać (wszyscy troje), Maxine przejęła głos.
 - Masz tu ubrania, bieliznę, pidżamę, szczoteczkę, pastę, szczotkę i kosmetyki.
 - Jestem w szpitalu, a nie na pokazie mody.
 - Starałam się myśleć o wszystkim.
            Zapadło krępujące milczenie. Nie chciałam im mówić o tym co stało się z Maggie. Mieli w tym czasie jeszcze wiele do pojęcia. Ja sama nie chciałam, aby uznali mnie jednak za wariatkę. Zaznaczyłam sobie, iż powiem im kiedy indziej o tym.
 - No to co dokładnie ci jest? – zapytał miękko Nick.
 - Zemdlałam – odparłam beztrosko.
 - To akurat zdarza ci się często – zauważyła Maxine.
 - No tak.
            Nick zerknął na kroplówkę.
 - Tak więc co ci jest d o k ł a d n i e?
            Wierzyłam, że moje omdlenia i tak dalej, jest spowodowane duchami. Ale bałam się, że ta cała anemia może być prawdziwa.
 - Lekarz stwierdził, że mogę mieć anemię.
            Maxine zrobiła wielkie oczy.
 - Naprawdę? – zapytała.
 - Możliwe – wzruszyłam ramionami.
            Nadal było mi zimno. Przechodziły mnie dreszcze. Czasem kręciło mi się w głowie.
            Moja mama się nie pojawiła, jeśli was to interesuje. Po prostu pojechała do domu albo jakieś restauracji, żeby zjeść super drogi obiad. Mogła też wybrać się do jakieś znajomej albo coś w tym stylu.
            Moi przyjaciele nie siedzieli długo. Maxine obiecała rodzicom, że zajmie się młodszym bratem, zaś Nick miał w zamiarze odwiedzić mamę. Oboje przytulili mnie na pożegnanie. Jeszcze przez chwilę o czym gadaliśmy, gdy pojawiła się jakaś kobieta. Wyglądała na około pięćdziesiątkę. Miała starannie zaczesane do tyłu włosy, z siwymi kosmykami. Ubrana była dopasowany kombinezon w kolorze kawy z mlekiem. W dłoni trzymała podkładkę z papierami.
 - Pani Even Alians? – uśmiechnęła się, ukazując idealne zęby.
            Nick i Maxine wymienili ze sobą spojrzenia.
 - Tak.
 - Cudnie! – ucieszyła się. – Jestem Jasmine Scoots, psycholog.
            Poczułam gulę w gardle. Nie chciałam isc do psychologa? Psycholog przyszedł do mnie.

            Sprawa ze mną wyglądała mniej więcej tak, że każdy myślał, iż jestem stuknięta. Kiedyś, po tym jak odbyłam wizytę u szkolnego psychologa, dostałam zlecenie do bardziej profesjonalnego lekarza. Potem recepta na psychotropy. Jednak kiedy nie chciałam ich brać, jedno głośnie stwierdzono, że jestem na te leki za młoda.
            Gdy jeszcze nie wiedziałam, że widzenie duchów nie jest normalne, lekarze zwalali to na dezorientację psychiczną. Wszystko się zgadzało; widzę coś czego inni nie widzą.
            W tamtych momencie psycholożka pojawiła się wręcz w idealnym momencie – przyjaciele uwierzyli w moje zdolności, a ja sama nie czułam się w tym osamotniona.
            Nick i Maxine wpatrywali się we mnie. Widziałam w ich wzrokach pytanie: czy mają zostać? Even pokręciła głową. Chciała jednak zwrócić uwagę Jasmine na nich.
 - Wpadniecie jutro? Powiecie co się działo w szkole – starałam się pokazać jaka to jestem pilna i w ogóle.
            Pani psycholog odwróciła się do tyłu. Pewnie spodziewała się, że mówię do duchów. Przyjrzała się uważnie moim przyjaciołom. Na szczęście oboje byli schludni i zadbani. Nie sprawiali też wrażenia gangsterów ani nic podobnego.
 - Jasne – pożegnali się ponownie, po czym wyszli, posyłając mi pełne wsparcia spojrzenia i uśmiechy.
 - To twoi przyjaciele? – spytała kobieta, siadając obok.
 - Tak – mruknęłam.
            Wyjęła z kieszeni długopis. Zanotowała coś na kartce. Przyjrzała się mi dokładnie; zarejestrowała ostry makijaż i czarne ubranie. Patrzyła na mnie krytycznie, jakbym była kryminalistką.
 - Masz jeszcze jakiś przyjaciół? – uśmiechnęła się miło, a ja dostrzegłam, że oczy miała niczym lód.
 - Nie muszę na to pani odpowiadać – również uśmiechnęłam się kwaśno.
 - Oczywiście – nie takiej odpowiedzi się spodziewała. – Może powiesz mi coś o sobie?
            Zapatrzyłam się w ścianę. Wiedziałam, że ta kobieta analizuje zarówno moje słowa, jak i zachowanie. Wiedziałam, iż na tym polega jej praca, ale nie koniecznie chciałam, aby ją wtedy wykonywała.
 - Kto panią przysłał?
 - Nie o tym chciałam z tobą rozmawiać – ponowny sztuczny uśmiech. – Jestem tutaj, żeby ci pomóc Even – sięgnęła po moją dłoń, by ją ścisnąć, ale ją zabrałam. 
 - Kto panią przysłał? – byłam nieustępliwa.
            Jamine była wyraźnie zmieszana. Oczekiwała wrzeszczącej małolaty? A może wariatki? Nie mogła mieć za łatwo.
 - Posłuchaj mnie, skarbie. Moim zadaniem jest pomagać takim jak ty…
 - Teraz to ty mnie posłuchaj – nic mi nie jest – wysyczałam.
            Miała szczerze zdziwioną minę.
 - Nie jestem jakaś inna. Jestem normalna. No może byłabym normalniejsza gdybym miała rodzinę.
 - Ależ, Even. Twoja mama się o ciebie troszczy. Zadbała, abym się tu znalazła.
 - Ha! Więc ona panią tu sprowadziła? Rozumiem – odwróciłam się do niej plecami. – Nie potrzebuję pomocy. Szczególnie od osób, które w żaden sposób mi nie pomogą.
            Wstała. Słyszałam jej obcasy na podłodze. Stanęła w nogach mojego łóżka. Przez pewien czas dobiegał mnie odgłos jej długopisu. Gdy przestała notować, miałam nadzieję, że wyjdzie, lecz nadzieja matką głupich, czyż nie?
 - Even, moja droga. Ludzie wokoło ciebie próbują ci pomóc. Gdy ostatnim razem twoja mama martwiła się o ciebie, a ja chciałam z tobą porozmawiać, byłaś taka mała i niewinna. Wiele się zmieniłaś. Ale już wtedy nie chciałaś rozmawiać. Wtedy miałaś przyjaciółkę, prawda? Nazywała się Rachel. Mówiłaś, że jest śliczna i starsza od ciebie. Nikt jej nie widział, jeśli mnie pamięć nie myli.
            Przełknęłam ślinę. Pamiętałam ducha z dzieciństwa. Małą dziewczynkę o imieniu Rachel, która miała rude włosy i masę piegów. Zmarła wiele dekad zanim ją poznałam. Mieszkała wówczas w domu, który zamieszkiwałam z mamą. Dziewczynka zmarła podczas wojny. Była troskliwa i emanowała ciepłem. Po tym jak zrozumiałam, że  nikt nie widzi duchów, udawałam, że ja też jej nie widzę, Uwierzyła, po czym zniknęła.
 - Chcemy ci pomóc, Even. Są leki, lekarze…
 - Nie rozumiesz…- warknęłam, szybko wstając - …że nic mi nie jest? Nie potrzebuje twojej zasranej pomocy, ani nikogo innego!
            Czułam jak ciągnę za sobą kroplówkę. Stanęłam obok Jamine. Ta była nadal niewzruszona, ale na tym moja wypowiedź się nie kończyła.
 - Nic panią nie obchodzi moje zdrowie! To czy widzę duchy czy nie to moja pieprzona sprawa, a panią nie powinno to obchodzić!
            Dopiero, gdy na twarzy psycholożki pojawił się lodowaty uśmiech, zdałam sobie sprawę, co takiego zrobiłam. Kobieta nie kończyła się uśmiechać, notując coś na swoich kartkach. Wydawała się w stu procentach zadowolona.
 - Podejrzewam, że się jeszcze spotkamy skarbie – ucałowała mnie w policzek. – Jak na razie pozostawię twojej mamie specjalne recepty. Ale się nie martw. Będzie lepiej.
            Wyszła. A ja stałam jak skamieniała, z otwartą buzią, nie wiedząc co mam zrobić. Nie chciałam płakać, a śmianie się nie było najlepszą opcją.
            Nawet nie wiedziałam do kogo mam zadzwonić. Monique nie żyła, Nick właśnie wyszedł razem ze swoją dziewczyną. Mama to moja mama więc nic z tego. Maggie odeszła na zawsze. Nie miałam dziadków, zaufanej kuzynki czy cioci. Nie chciałam obarczać takim problemem Jamesa; miał własne życie, które chciałam by wiódł jak najlepiej.

            Nie miałam nikogo, kto by mi w tym przypadku pomógł. Aż nawet przez moment zapragnęłam znowu być małą dziewczynką, która się niczym nie musi przejmować.  

3 komentarze:

  1. Myślałam że napiszę do naszego kochanego Logana a tu dupa :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam że napiszę do naszego kochanego Logana a tu dupa :(

    OdpowiedzUsuń