środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział dwudziesty piąty

 - Próbowałaś brać te leki? – spytał Nick, kiedy szukałam jakiś normalnych ciuchów w szafie. Wciąż miałam na sobie starą za dużą koszulkę i spodenki.
 - Nie będę nic brała – podsumowałam, po czym rzuciłam Nickowi spodniami prosto w twarz.
            Wczoraj wieczorem, po powrocie od pani Linday, nie mogłam spać. Zadzwoniłam więc do Nicka, odpowiadając mu szczegółowo mój plan; chciałam sprawdzić czy gdzieś w pobliżu nie ma ducha córki pani Linday. Nick zgodził mi się pomóc, ale dopiero po szkole.
 - Czy ty naprawdę spałaś do godziny czwartej po południu? – chłopak starannie złożył moje dżinsy i położył obok siebie.
 - Mam zwolnienie lekarskie – wyjrzałam przez okno. – Jaka jest pogoda?
 - Jest chłodno – odpowiedział mój przyjaciel. – Trochę za chłodno jak na marzec.
            Zgarnęłam spodnie z łóżka, na którym siedział Nick, po czym poszłam do łazienki. Szybko się ubrałam, nawet nie chciało mi się malować. Mimo to złapałam wodoodporny tusz, maznęłam nim rzęsy, po czym wyszłam z łazienki. W moim pokoju Nick przeglądał książki na półkach.
 - Nadal nie rozumiem jak to możliwe, że ty cokolwiek czytasz – zauważył.
            Przyglądał się właśnie pewnej książce, którą dostałam od Monique na święta. Powieść kryminalno sensacyjna o dwóch przyjaciółkach, których prześladuje seryjny morderca.  Przeciągnął palcem po tytule na grzbiecie.
 - Jakbym cię nie znał, to stwierdziłbym, że to tylko jako ozdoba – wyjął książkę z półki, a kiedy przewracał kartki natknął się na zdjęcie.
            Wsadziłam je tam wczoraj. Przedstawiało Ninę. Nick wziął je do ręki, ale zanim zdążył się przyjrzeć, zabrałam mu je.
 - To ja muszę wiedzieć jak wygląda, nie ty – burknęłam, chowając fotografię do tylniej kieszeni spodni.
            Nick wzruszył ramionami. Bez Maxine, przy mojej obecności wydawał się przybity. Nie wnikałam w to jednak. Złapałam za telefon i pieniądze, które leżały na szafce nocnej. Zeszliśmy razem na dół, gdzie już sprzątała Eliza, szybko umykając przed nami. Wzięłam jabłko z miski z owocami, wgryzłam się w nie, słuchając co mówi do mnie mój przyjaciel.
 - No dobra od początku – zaczął Nick, wkładając adidasy. – Chcesz sprawdzić czy córka kobiety, u której masz prace społeczne nie żyje, idąc na cmentarz i w inne miejsca, w których jako duch mogła być?
 - Zgadza się.
            Wsialiśmy do auta Nicka. Chłopak zaczął spokojnie prowadzić w kierunku cmentarza.
 - Jakiś czas po tym jak zaginęła, jej tata zmarł na zawał – wytłumaczyłam. – Jeżeli już wtedy nie żyła i była przy rodzicach, to może teraz przebywa przy grobie ojca.
 - Wszystkie duchy muszą być w określonym miejscu?
 - Chyba nie. Po prostu bardzo wiele znajduje się przy swoich grobach. Ale Maggie większość czasu spędzała tam gdzie zginęła. Podobnie jest z miastami i szpitalami; wszędzie kręcą się duchy, wokoło miejsca, gdzie stracili życie.
            Chłopak nic nie odpowiedział. Wpatrywał się w drogę przed sobą. Do samego cmentarza nic nie mówił. Wysiedliśmy w ciszy. Zaczęłam przeszukiwać cmentarz, sektor, po sektorze, od północnej bramy, zaś Nick robił to samo od południowej.
            Minęła jakieś pół godziny, gdy mój towarzysz machnął mi ręką. Podeszłam do niego. Kiedy tylko podeszłam bliżej spostrzegłam, że na ławce siedzi mężczyzna. Albo raczej duch mężczyzny.
 - To chyba ten grób – Nick wskazał na nagrobek.
            Bardziej interesował mnie jednak duch. Przyglądałam się mężczyźnie, analizując czy to na pewno pan Linday. Rozpoznałam go z fotografii rodzinnych, które widziałam w ich domu.
 - Co jest? – chłopak odwrócił się do mnie. Ja uporczywie wpatrywałam się w ducha.
            Mężczyzna-duch podniósł leniwie wzrok. Przez chwilę ilustrował moją twarz.
 - Pan Linday? – Mówiłam szeptem. Duch skinął. – Wie pan coś od swojej córce? – tym razem pokręcił głową. – Chcę ją odnaleźć.
            Wbił we mnie wzrok. Pokiwał tylko głową, kładąc dłoń na piersi. Po chwili jakby się rozmył, a ja zostałam sama z Nickiem i innymi duchami, na które nie zwracałam uwagi.
 - Co powiedział? – skierowałam się do wyjścia, a Nick szedł za mną.
 - Nic, a nic - skręciłam obok grobu Maggie. Starałam się na niego nie patrzeć. – Tylko kiwał, albo kręcił głową. Kiedy powiedziałam ostatnie zdanie zniknął.
            Zaczęliśmy jechać w kierunku domu Maxine. Ten nic nie mówił, a ja nie wiedziałam jaki temat poruszyć. Chciałam zacząć z nim normalnie rozmawiać, lecz sama nie wiedziałam o czym.
 - Cieszę się, że pogodziłyście się z Maxine – powiedział w końcu.
 - W sumie nie jest taka zła – Nick się uśmiechnął. – Dobrze, że cię to cieszy.
 - Wiesz, że to ona pierwsza ci uwierzyła? – zapytał. – W ogóle chciałbym żeby nam w tym pomogła. Jeśli nie masz nic przeciwko.
 - Czyli rozumiem, że wyrusza z nami na przygodę?
 - Jasne – podał mi swój telefon. – Zadzwonisz do niej, żeby na nas czekała przed domem?
            Wybrałam numer dziewczyny Nicka. Usłyszałam dwa sygnały, po czym odebrała.
 - Halo?
 - Wkładaj różową kurteczkę i kozaczki, za pięć minut zabieramy cię spod domu. Pobawimy się w Kryminalne Zagadki Even.
 - Hej, a my to co?! – krzyknął Nick, włączając kierunkowskaz.
 - Wy będziecie moimi pomagierami – odpowiedziałam mu. – Piszesz się? – zwróciłam się do Maxine.
            Przez chwilę słyszałam tylko szmery. Czekałam grzecznie, aż ‘’moja przyjaciółka’’ odpowie.
 - Dobra – usłyszałam. – Mam się ubrać jak włamywacz, jak ja czy może coś na styl prywatnego detektywa?
 - Ubierz coś w czym nie będziesz marudzić, że ci nie wygodnie.
            Rozłączyłam się i podałam Nickowi jego telefon. Już po kilku zakrętach byliśmy pod domem dziewczyny. Od razu rzuciła mi się w oczy jej ciemna kurtka, podbijana futrem. Uśmiechnęła się promiennie. Zatrzymaliśmy się, a ona wgramoliła się na tylnie siedzenie.
            Cmoknęła Nicka w policzek, po czym szybko powróciła na swoje siedzenie. Zaczęła grzebać w swojej torebce. Za chwilę już widzieliśmy jej głowę między sobą, odzianą w czarną kominiarkę.
 - Boże Maxine – zaczęłam śmiać się jak opętana. Łzy leciały mi z oczu, a brzuch już bolał od śmiechu. – Powinniśmy się raczej nie rzucać w oczy!
            Ściągnęła kominiarkę, a jej włosy ułożyły się na powrót idealnie.
 - No dobra – ściągnęła mocniej kucyk. – Jaki jest plan?
 - Szukamy ducha Niny Linday – powiedziałam. – Dziewczyna zaginęła, a ja chcę sprawdzić czy gdzieś w okolicy nie ma jej ducha, co by oznaczało, że nie żyje.
            Wyjęłam mapę ze schowka auta. Rozłożyłam ją na swoich kolanach. Poinstruowałam Nicka, żeby stanął na poboczu, abym mogła mu wytłumaczyć drogę.
 - Okej. Nie spałam całą noc, ale udało mi się znaleźć właściwą trasę.
 - Aaa, to dlatego dopiero co wstałaś – zauważył Nick.
 - Dokładnie – wskazałam palcem na miejsce, na mapie. – Jesteśmy tutaj. Żeby dojechać do jeziora, mu… - Jakiego jeziora? – wcięła się Maxine.
 - Ulubionego miejsca Niny – powiedziałam. – Dajcie mi dokończyć! Otóż, musimy jechać przez centrum, potem skręcić obok starego więzienia. Potem kawałek starą, kamienną drogą, w lewo obok XVI-nasto wiecznego młyna. Trochę lasem i jesteśmy.
 - Wow – skomentowałam dziewczyna Nicka.
 - Dobra, komu w drogę, temu czas – złożyłam mapę.
 - Even nie poznaję cię.
 - Ja siebie też – i ruszyliśmy.
             Dotarliśmy do celu za około pół godziny. Musieliśmy się sprężać, żeby nie dogoniła nas ciemność. Wyszłam z auta, patrząc na malujący się przede mną krajobraz. Woda w jeziorze odbijała otaczający las – wysokie sosny, cieniutkie brzozy.
 - Każdy powstały brzeg jest prywatny – wytłumaczyłam moim przyjaciołom. – Ten tutaj należał do dziadka Niny. Od kiedy umarł uwielbiała tu przychodzić. Czytała na mostu, robiła sobie pikniki. Razem z ojcem zbudowała szopę na łódkę. Po jej zaginięciu już tu nie przychodził, więc szybko ktoś ją ukradł.
            Zaczęłam iść w kierunku małego, drewnianego mostku. Nick szedł obok mnie, zaś Maxine zaraz za nim. Stawiałam ostrożnie kroki. Niestety, nie było tam żadnego ducha.
 - Możecie trochę odejść do tyłu? Jakoś nie umiem się skupić.
 - Jest tutaj? – zapytała z nadzieją w głosie Maxine.
            Pokręciłam głową. Odeszli spory kawałek, a ja weszłam na skrzypiące deski.
 - Dobra Nina – wsadziłam ręce w kieszenie, bujając się na piętach, co było złym pomysłem, biorąc pod uwagę, że te deski ledwo mnie trzymały. – Wiem, że to może być dla ciebie trudne i w ogóle. Ale twoja mama cierpi. Cierpi, bo nie wie, co się stało z jej córką. Proszę cię, Nino. Jeśli mnie słyszysz, jeśli jesteś duchem, pokaż się.
            Oczekiwałam wręcz filmowego efektu. Że przede mną pojawi się duch. Jednak nic się nie zmieniło. Nie chciałam się poddawać, ale brakowało mi pomysłu.
            Wyjęłam dłonie z kieszeni i splotłam je ze sobą. Zamknęłam oczy. Wzięłam głęboki wdech. Wyobraziłam sobie miejsce, gdzie trafiają wszyscy ludzie po śmierci. Skorzystałam z obrazów, które widziałam we wspomnieniach Maggie. Przed oczami miałam piękne zdjęcia z Internetu, muzeów, podręczników czy książek, które przedstawiały Niebo. Skupiałam się na tej dziewczynie i coś mi mówiło, że ona musi gdzieś tu być. I dusza i ciało.
  - Proszę cię.
            Wyobraziłam sobie jej twarz, którą widziałam na zdjęciach. Już w tamtym momencie wiedziałam skąd ją znałam, ale bałam się przyznać samej sobie. Miałam nadzieję, że nie mam racji.
            Poczułam wiatr, ale nie było mi zimno. Usłyszałam śmiech, ale doskonale wiedziałam, iż słyszę go tylko ja. Czułam przyjemny zapach, taki, który docierał tylko do mojego nosa. Gdy to znikło, byłam pewna co zobaczę, kiedy otworzę oczy.
            Stojąca dziewczyna wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem. Była ubrana w białą bluzkę na ramiączkach i dżinsowe spodenki, pokryte jakoś dziwną mazią. Chyba krwią. Oczy miała szeroko otwarte, ale nie były takie żywe jak oczy Maggie. Te były smutne. Zionęły żalem.
 - Jak to zrobiłaś? – jej głos był dziwnie zachrypnięty.
 - Nie mam pojęcia.
 - Kim jesteś? – muszę przyznać, że wyglądała jak taki prawdziwy duch z horroru.
 - Even Alians, do usług – ukłoniłam się żartobliwie. – Wytłumaczysz mi, jak to możliwe, że się tu pojawiłaś.
 - Ty mi kazałaś.
            Nie do końca byłam pewna jak to zrobiłam. Zastanawiałam się czy udało mi się to zrobić jednorazowo czy może stanę się jakoś Zaklinaczką Umarłych? Boże, ale czad.
 - Jak to możliwe, że mnie widzisz?
 - Jeszcze jeden duch mnie o to zapyta to zwariuje – mruknęłam pod nosem. – Od szesnastu lat się nas tym zastanawiam.
 - Czego ode mnie chcesz?
            Zastanawiałam się czego tak naprawdę oczekiwałam. Chciałam pomóc pani Linday. Ale nie wiedziałam, że Nina, miła i ciepła, nagle stanie się jakaś inna. W sumie wyglądała strasznie, a mnie przechodziły ciarki, gdy na nią patrzałam.
 - Chcę wiedzieć co się stało.
            Zniknęła. Tak po prostu. Odwróciłam się ze smutkiem, sądząc, że ją spłoszyłam. Mało się nie przewróciłam, gdy ujrzałam ją za sobą. Cofnęłam się kawałek. Moi przyjaciele patrzyli na mnie z pytaniami w oczach. Nick bezgłośnie coś powiedział, a ja tylko kiwnęłam głową.
            Nina do mnie podeszła. Widziałam mieszaninę uczyć na jej twarzy; złość, smutek, żal, poczucie winy, nienawiść.
 - Nie musisz mi tego opowiadać – wyszeptałam miękko. Wyciągnęłam przed siebie dłoń. – Wystarczy, że mnie dotkniesz, a ujrzę to, co chcesz abym zobaczyła.
 - Kim ty jesteś?
 - Sama chciałabym to wiedzieć.
            Wyciągnęła przed siebie dłoń. Dotknęła mnie. Pociemniało mi w oczach, ale ujrzałam to co chciałam wiedzieć.
            Nina otworzyła drzwi swojemu chłopakowi. Miał promienny uśmiech i czapkę z daszkiem na głowie. Przywitał się z jej rodzicami – mamę pocałował w policzek, tacie podał dłoń. Objął swoją dziewczynę. Wyszli razem z domu.
            Sceneria się zmieniła. Byli razem w lesie. Mieli koc i koszyk piknikowy. Trzymała głowę na jego brzuchu. Śmiali się wymieniali wspomnieniami. Przez głową przelatywały mi ich wspólne chwile. Początek najmowości. Randki. Kolacje. Jak Nina poznała jego rodziców, a on jej. Byli szczęśliwi.
            Pili sok z plastikowych kubeczków. On wziął gitarę i zaczął delikatnie grać. Muzyka płynęła cichymi, delikatnymi dźwiękami. Oboje śpiewali, trochę fałszując, ale im to nie przeszkadzało.   
            W końcu ona wstała. Poszła do lasu się załatwić.
 - Przez wieczność będę tego żałować – usłyszałam jej głos.
            Było już po zmroku. Ciemność ogarnęła las. Nina szła, uważając na gałązki. Usłyszała szelest. Zbagatelizowała go. Kiedy jednak rozległ się bliżej niej, stanęła w miejscu. Okręciła się wokoło, lecz nikogo nie zobaczyła.
 - Kto ku jest? – echo uniosło jej słowa po całym borze.
            Nie otrzymała odpowiedzi. Szła dalej, zatrzymując się do chwilę. Na jej twarzy malowało się przerażenie. Podniosła spod sosny duży kamień, mieszczący jej się w dłoni. Ruszyła wzdłuż ścieżki, prowadzącej do miejsca, w którym czekał na nią chłopak. Szelest był tuż za nią.
            Poczuła oddech na karku. Czyjaś dłoń, dotknęła jej ramienia. Wzięła zamach, odwracając się szybko, po czym uderzyła napastnika kamieniem. Gdy otworzyła oczy, ujrzała na ściółce swojego chłopaka. Leżał martwy ze straszną raną na skroni.
 - Nie wiedziałam, że to on – rozległ się głos Niny.
            Uklękła. Wzięła jego głowę na kolana. Całe dłonie miała umazane jego krwią. Mimo to przytuliła się do niego, kołysząc, jego jeszcze ciepłe, ciało.
 - Nie, proszę nie – łkała w jego włosy. – Nie!            Jej głos niósł się po lesie. Niestety, leżał ona dalej martwy, ze szeroko otwartymi oczami. Nina płakała, wrzeszczała.
 - Nie, nie, nie, nie – powtarzała jak mantrę. – Kochanie, proszę nie…            Po chwili widziałam znowu twarz ducha, za którą widziałam moich przyjaciół. Zachwiałam się, wiedząc, że skutki tego co pokazała mi Nina, będą nieubłagane.
 - Nie wiedziałam, że to on – oczy dziewczyny były pełne łez.
 - Wiem. Widziałam. – Kręciło mi się w głowie. Mimo to chciałam poznać dalsze wydarzenia. – Co się stało dalej?
            Objęła się ramionami. Nie chciałam zmuszać jej do pokazania mi prawdy, ale nie miałam innego wyjścia.
 - Ja nie… - Po prostu pokaż – dotknęłam jej dłoni. – Wiem, że to dla ciebie trudne. Ale muszę wiedzieć co się stało.
            Kiwnęła głową. Przez chwilę widziałam jednocześnie ją jako ducha i ją, trzymającą w ramionach martwego chłopaka.
 - Nie do końca wiedziałam co się stało – jej głos obijał mi się w czaszce. – Byłam pewna jednego – nie będę mogła z tym żyć.
            Przed oczami miałam i Ninę, która jako duch, jako mroczny narrator, mówiła w mojej głowie. Ale widziałam też jak jedzie autem, pozostawiając je w środku prywatnego lasu. Oderwała rejestracje, potem wrzuciła je do jeziora. Wylądowały tam też rzeczy z pikniku.
            Przez chwilę widziałam wszystko oczami Niny. Patrzyłam na nieruchome ciało chłopaka. Nagle patrzyłam na nie dziwnie z góry. Następnie pojawił się dziwny ból, jak gdyby duszenia.
            Ciemność.
 - Zabiłaś się – wycharczałam, łapiąc się za gardło.
            Trzęsłam się, w głowie mi huczało. Chwiałam się niebezpiecznie. Jednak nie mogłam się wtedy poddać. Musiałam wiedzieć wszystko.
  - Sądzisz, że mogłabym żyć, gdy on nie żył? Ze świadomością, że to ja go zabiłam? – zbliżyła się do mnie. – Znałaś go. Był niesamowity. Świat bez niego nie byłby dla mnie taki sam.
 - Pozbawiłaś szczęścia dwie rodziny.
 - Myślisz, że o tym nie wiem? Ale jak inaczej mogło to się zakończyć? Miałam iść do jego rodziców, do brata, ze słowami, że zabiłam ich syna?
            Serce łomotało mi w piersi.
 - Musisz mi pokazać gdzie są wasze ciała – nogi miałam jak z galarety. Byłam wręcz pewna, iż zaraz zemdleje.
 - Nic nie muszę.
 - Pojedziemy w las. Wystarczy, że będziesz się pokazywać na zakrętach, żeby nam wskazać, gdzie mamy skręcić.
            Zniknęła. Tak samo jak moje czucie w nogach. Poleciałam więc przed siebie, czując ogarniającą mnie ciemność.
                      
            Pierwsze co zobaczyłam po otwarciu oczu, to twarz Nicka. Zmartwiony, wpatrywał się w mnie. Przeciągnęłam się. W głowie czułam piekielny ból.
            Maxine siedziała obok. Policzki miała zaróżowione. Zrobiło się zdecydowanie zimniej.
 - Co się stało, Even? – zapytał przerażony Nick.
 - Przywołałamducha – wymruczałam, trzęsąc się.
            Nick spojrzał na swoją dziewczynę. Zdjął kurtkę, którą następnie zarzucił mi na ramiona. Przyjęłam ją, otulając się szczelnie.
 - Pokazała mi co się wtedy zdarzyło – wyjaśniłam. Wstałam na chwiejnych nogach, opierając się o Nicka.
            Oboje patrzyli na mnie z wyczekiwaniem. Było mi zimno, kręciło mi się w głowie, w której na dodatek pulsował ból. Pokierowałam się powoli do auta. Usiadłam za kierownicą, przekręciłam klucz, następnie ustawiając ogrzewanie. Już po chwili Maxine wgramoliła się na tylnie siedzenie. Ja oparłam ręce na kierownicy, czekając aż Nick wsiądzie, a ja zacznę jechać według wskazówek ducha Niny.
 - O nie – Nick otworzył drzwi od mojej strony. Złapał mnie delikatnie za ramię, wyciągając z auta.
            Posadził mnie na siedzeniu pasażera.
 - Nie będziesz prowadzić. Nie ma mowy.
 - No dobra, Even. Mów co zobaczyłaś – pisnęła Maxine za moimi plecami.
            Wzięłam głęboki oddech. Zacisnęłam dłonie na fotelu, gdy mój przyjaciel zajmował miejsce obok mnie. Zapiął pas bezpieczeństwa. Później ustawił podgrzewanie na większe obroty. Po samochodzie rozprowadziło się przyjemne ciepło.
 - Nina się zmieniła – zaczęłam. – To już nie ta sama dziewczyna, o jakiej opowiadała mi jej matka. Pokazała mi jednak co się stało.
            Cała się trzęsłam mimo ogrzewanie. Było mi gorąco, ale fale zimna powracały. Potarłam czoło, cicho jęcząc.
 - Poszła z chłopakiem na randkę do tego lasu, daleko za jeziorem. Byli szczęśliwi. On ją wystraszył, w samym środku lasu, już po zmroku, a ona przerażona uderzyła go kamieniem, nie wiedząc, że to on. Niedługo po tym się powiesiła, nie mogąc znieść poczucia winy.            Gdy streszczałam im opowieść w głowie wręcz mnie łupało. Nick pociągnął mnie za swoją kurtkę, grzebiąc w kieszeniach. Wydobył z nich trzy opakowania.
 - Pomyślałem, że może się przydadzą – podał mi je. To były moje leki.
            Z chęcią zażyłam przeciwbólowe tabletki, popijając je wodą, którą wyciągnęła ze swojej torby Maxine. Z zażenowaniem wpatrywałam się w pigułki od psychologa i na dolegliwość, którą lekarz nazwał anemią.
 - Wiem. To co ci dolega, bierze się od kontaktów z duchami. Ale musisz spróbować brać choć te – wskazał na leki ze szpitala.
 - To i tak nic nie da.
 - Skąd wiesz? Jeśli będą pomagać, twoje życie będzie łatwiejsze. Ile jeszcze razy mamy patrzeć jak mdlejesz przez duchy? Zrobiłaś się jeszcze bledsza niż zawsze. Po za tym schudłaś. Even, z tobą nie jest inaczej. Musisz się do tego przyznać.
 - Martwimy się o ciebie – Maxine zacisnęła dłoń na moim ramieniu.
             Nie ociągałam się. Wiedziałam, że Nina nie będzie czekać. Wycisnęłam więc na dłoń po jednej tabletce, połknęłam je i popiłam wodą.
 - Zadowoleni? – burknęłam. – Jedź. Będę ci mówić jak masz jechać.
            Nick ruszył. A ja modliłam się, żeby Nina się pojawiła.
            W końcu trafiliśmy na rozwidlenie prowadzące prosto lub w lewo. Nick zwolnił, a ja wbiłam wzrok w nastający mrok, by dostrzec czy gdzieś czeka na nas duch.
            Pojawiła się. Majaczyła nad drogą, wyglądając upiornie. Szczerze zaczynałam się jej bać. Patrzyła na mnie ciemnymi oczami. Nakazałam skręcić chłopakowi w lewo.
            Co jakiś czas w głowie pojawiał mi się obraz, mówiący gdzie mam skręcić. Niestety, towarzyszył temu zawsze ostry ból. Po zażytych lekach czułam się trochę lepiej – przeszły mi dreszcze.
            Zobaczyłam przed nami Ninę. Nie było już przed nami żądnych skrzyżowań, więc zrozumiałam, że dojechaliśmy do celu. Duch przeniknął przez auto, gdy Nick pojechał prosto na nią.             Wysiadłam. Miałam przed oczami obraz miejsca, gdzie powinnam się udać. Obok mnie zmaterializowała się Nina. Jak duch. Ha ha. Czarny humor.
 - Zmienisz bardzo wiele – wyszeptała mi prosto do ucha.
 - Tak, zmienię. Na lepsze – warknęłam.
            Zniknęła. Ja zaś odwróciłam się do moich towarzyszy, którzy wychodzili dopiero z auta.
 - Wiecie co, nie chcę, żebyście szli ze mną.
 - Chyba oszalałaś – Nick podszedł do mnie. – Po tym jak nam mdlejesz przy najlepszej sposobności, nigdzie cię nie puścimy samej.
            Maxine podeszła do Nicka. Złapała go za rękę. Szczerze? Pierwszy raz nie przeszkadzało mi to, że są razem. Wręcz przeciwnie: cieszyłam się, że oboje mają siebie nawzajem. Szczególnie wtedy, w momencie ujrzenia tego co mieliśmy zobaczyć.
 - Prowadź Sherlocku – powiedziała Maxine.
            Więc ruszyliśmy lasem. Było mi nadal zimno, ale ból głowy tylko delikatnie pulsował mi gdzieś w tyle. Serce biło mi w tym samym tempie, w jakim stawiałam kroki. Moje kroki odbijały się echem. Tak samo jak płacz Niny, gdy zabiła swojego chłopaka.
            Podniosłam głowę. Przed nami spostrzegłam Ninę, co było trudne w ciemności jaka zapanowała.
 - To tu? – spytałam ją.
            Kiwnęła głową. Rozpłynęła się jak miała w nawyku. A ja postawiłam dwa niepewne kroki.
 - Słuchajcie, ja serio chcę, żebyście poczekali.
 - Ale… - Nie ma żadnego ale. Dajcie mi dwie minuty. Sprawdzę teren. Przecież to kilka kroków i zaraz tam będę.
            Tylko kiwnęli głowami. Szkoda, że nie wiedzieli co tam tak naprawdę ujrzą.
            Ruszyłam przed siebie. Mijałam gałązki i zaschłe liście, na których jeszcze niedawno leżał śnieg. Przedarłam się przez krzaki. No i w końcu ujrzałam to, czego bałam się ujrzeć.
            Na drzewie wisiało ciało. Nina nie przypominała Niny-ducha, ani Niny, którą widziałam na fotografiach. Ta wisiała na grubej linie, zawieszonej na gałęzi. Krzaki zasłaniały jej nogi.
            Skierowałam się do jej chłopaka. Odsłoniłam zasłaniające go chwasty. Pisnęłam. Głośno. Potknęłam się o jakoś gałąź. Poleciałam na plecy. Zaś za parę sekund pojawili się Nick i Maxine. Wbili we mnie przerażony wzrok. Potem wpatrywali się w ciało Niny. Na koniec ich oczy zwróciły się ku jej chłopakowi. Nick wydał głośny jęk. Padł na kolana, chowając twarz w dłonie.
            Tam, przed nim, leżał jego martwy brat Kevin, z czapką, którą dostał od ich mamy na święta.    

3 komentarze: