Rozdział dwudziesty piąty
- Próbowałaś brać te leki? – spytał Nick,
kiedy szukałam jakiś normalnych ciuchów w szafie. Wciąż miałam na sobie starą
za dużą koszulkę i spodenki.
- Nie będę nic brała – podsumowałam, po czym
rzuciłam Nickowi spodniami prosto w twarz.
Wczoraj
wieczorem, po powrocie od pani Linday, nie mogłam spać. Zadzwoniłam więc do
Nicka, odpowiadając mu szczegółowo mój plan; chciałam sprawdzić czy gdzieś w
pobliżu nie ma ducha córki pani Linday. Nick zgodził mi się pomóc, ale dopiero
po szkole.
- Czy ty naprawdę spałaś do godziny czwartej
po południu? – chłopak starannie złożył moje dżinsy i położył obok siebie.
- Mam zwolnienie lekarskie – wyjrzałam przez
okno. – Jaka jest pogoda?
- Jest chłodno – odpowiedział mój przyjaciel.
– Trochę za chłodno jak na marzec.
Zgarnęłam spodnie z łóżka, na którym
siedział Nick, po czym poszłam do łazienki. Szybko się ubrałam, nawet nie
chciało mi się malować. Mimo to złapałam wodoodporny tusz, maznęłam nim rzęsy,
po czym wyszłam z łazienki. W moim pokoju Nick przeglądał książki na półkach.
- Nadal nie rozumiem jak to możliwe, że ty
cokolwiek czytasz – zauważył.
Przyglądał się właśnie pewnej
książce, którą dostałam od Monique na święta. Powieść kryminalno sensacyjna o
dwóch przyjaciółkach, których prześladuje seryjny morderca. Przeciągnął palcem po tytule na grzbiecie.
- Jakbym cię nie znał, to stwierdziłbym, że to
tylko jako ozdoba – wyjął książkę z półki, a kiedy przewracał kartki natknął
się na zdjęcie.
Wsadziłam je tam wczoraj.
Przedstawiało Ninę. Nick wziął je do ręki, ale zanim zdążył się przyjrzeć,
zabrałam mu je.
- To ja muszę wiedzieć jak wygląda, nie ty –
burknęłam, chowając fotografię do tylniej kieszeni spodni.
Nick wzruszył ramionami. Bez Maxine,
przy mojej obecności wydawał się przybity. Nie wnikałam w to jednak. Złapałam
za telefon i pieniądze, które leżały na szafce nocnej. Zeszliśmy razem na dół,
gdzie już sprzątała Eliza, szybko umykając przed nami. Wzięłam jabłko z miski z
owocami, wgryzłam się w nie, słuchając co mówi do mnie mój przyjaciel.
- No dobra od początku – zaczął Nick,
wkładając adidasy. – Chcesz sprawdzić czy córka kobiety, u której masz prace
społeczne nie żyje, idąc na cmentarz i w inne miejsca, w których jako duch
mogła być?
- Zgadza się.
Wsialiśmy do auta Nicka. Chłopak
zaczął spokojnie prowadzić w kierunku cmentarza.
- Jakiś czas po tym jak zaginęła, jej tata
zmarł na zawał – wytłumaczyłam. – Jeżeli już wtedy nie żyła i była przy
rodzicach, to może teraz przebywa przy grobie ojca.
- Wszystkie duchy muszą być w określonym
miejscu?
- Chyba nie. Po prostu bardzo wiele znajduje
się przy swoich grobach. Ale Maggie większość czasu spędzała tam gdzie zginęła.
Podobnie jest z miastami i szpitalami; wszędzie kręcą się duchy, wokoło
miejsca, gdzie stracili życie.
Chłopak nic nie odpowiedział.
Wpatrywał się w drogę przed sobą. Do samego cmentarza nic nie mówił.
Wysiedliśmy w ciszy. Zaczęłam przeszukiwać cmentarz, sektor, po sektorze, od
północnej bramy, zaś Nick robił to samo od południowej.
Minęła jakieś pół godziny, gdy mój
towarzysz machnął mi ręką. Podeszłam do niego. Kiedy tylko podeszłam bliżej
spostrzegłam, że na ławce siedzi mężczyzna. Albo raczej duch mężczyzny.
- To chyba ten grób – Nick wskazał na
nagrobek.
Bardziej interesował mnie jednak
duch. Przyglądałam się mężczyźnie, analizując czy to na pewno pan Linday.
Rozpoznałam go z fotografii rodzinnych, które widziałam w ich domu.
- Co jest? – chłopak odwrócił się do mnie. Ja
uporczywie wpatrywałam się w ducha.
Mężczyzna-duch podniósł leniwie
wzrok. Przez chwilę ilustrował moją twarz.
- Pan Linday? – Mówiłam szeptem. Duch skinął.
– Wie pan coś od swojej córce? – tym razem pokręcił głową. – Chcę ją odnaleźć.
Wbił we mnie wzrok. Pokiwał tylko
głową, kładąc dłoń na piersi. Po chwili jakby się rozmył, a ja zostałam sama z
Nickiem i innymi duchami, na które nie zwracałam uwagi.
- Co powiedział? – skierowałam się do wyjścia,
a Nick szedł za mną.
- Nic, a nic - skręciłam obok grobu Maggie.
Starałam się na niego nie patrzeć. – Tylko kiwał, albo kręcił głową. Kiedy
powiedziałam ostatnie zdanie zniknął.
Zaczęliśmy jechać w kierunku domu
Maxine. Ten nic nie mówił, a ja nie wiedziałam jaki temat poruszyć. Chciałam
zacząć z nim normalnie rozmawiać, lecz sama nie wiedziałam o czym.
- Cieszę się, że pogodziłyście się z Maxine –
powiedział w końcu.
- W sumie nie jest taka zła – Nick się
uśmiechnął. – Dobrze, że cię to cieszy.
- Wiesz, że to ona pierwsza ci uwierzyła? –
zapytał. – W ogóle chciałbym żeby nam w tym pomogła. Jeśli nie masz nic
przeciwko.
- Czyli rozumiem, że wyrusza z nami na
przygodę?
- Jasne – podał mi swój telefon. – Zadzwonisz
do niej, żeby na nas czekała przed domem?
Wybrałam numer dziewczyny Nicka.
Usłyszałam dwa sygnały, po czym odebrała.
- Halo?
- Wkładaj różową kurteczkę i kozaczki, za pięć
minut zabieramy cię spod domu. Pobawimy się w Kryminalne Zagadki Even.
- Hej, a my to co?! – krzyknął Nick, włączając
kierunkowskaz.
- Wy będziecie moimi pomagierami –
odpowiedziałam mu. – Piszesz się? – zwróciłam się do Maxine.
Przez chwilę słyszałam tylko szmery.
Czekałam grzecznie, aż ‘’moja przyjaciółka’’ odpowie.
- Dobra – usłyszałam. – Mam się ubrać jak
włamywacz, jak ja czy może coś na styl prywatnego detektywa?
- Ubierz coś w czym nie będziesz marudzić, że
ci nie wygodnie.
Rozłączyłam się i podałam Nickowi
jego telefon. Już po kilku zakrętach byliśmy pod domem dziewczyny. Od razu
rzuciła mi się w oczy jej ciemna kurtka, podbijana futrem. Uśmiechnęła się
promiennie. Zatrzymaliśmy się, a ona wgramoliła się na tylnie siedzenie.
Cmoknęła Nicka w policzek, po czym
szybko powróciła na swoje siedzenie. Zaczęła grzebać w swojej torebce. Za
chwilę już widzieliśmy jej głowę między sobą, odzianą w czarną kominiarkę.
- Boże Maxine – zaczęłam śmiać się jak
opętana. Łzy leciały mi z oczu, a brzuch już bolał od śmiechu. – Powinniśmy się
raczej nie rzucać w oczy!
Ściągnęła kominiarkę, a jej włosy
ułożyły się na powrót idealnie.
- No dobra – ściągnęła mocniej kucyk. – Jaki
jest plan?
- Szukamy ducha Niny Linday – powiedziałam. –
Dziewczyna zaginęła, a ja chcę sprawdzić czy gdzieś w okolicy nie ma jej ducha,
co by oznaczało, że nie żyje.
Wyjęłam mapę ze schowka auta.
Rozłożyłam ją na swoich kolanach. Poinstruowałam Nicka, żeby stanął na poboczu,
abym mogła mu wytłumaczyć drogę.
- Okej. Nie spałam całą noc, ale udało mi się
znaleźć właściwą trasę.
- Aaa, to dlatego dopiero co wstałaś –
zauważył Nick.
- Dokładnie – wskazałam palcem na miejsce, na
mapie. – Jesteśmy tutaj. Żeby dojechać do jeziora, mu… - Jakiego jeziora? – wcięła się Maxine.
- Ulubionego miejsca Niny – powiedziałam. –
Dajcie mi dokończyć! Otóż, musimy jechać przez centrum, potem skręcić obok starego
więzienia. Potem kawałek starą, kamienną drogą, w lewo obok XVI-nasto wiecznego
młyna. Trochę lasem i jesteśmy.
- Wow – skomentowałam dziewczyna Nicka.
- Dobra, komu w drogę, temu czas – złożyłam
mapę.
- Even nie poznaję cię.
- Ja siebie też – i ruszyliśmy.
Dotarliśmy do celu za około pół
godziny. Musieliśmy się sprężać, żeby nie dogoniła nas ciemność. Wyszłam z
auta, patrząc na malujący się przede mną krajobraz. Woda w jeziorze odbijała
otaczający las – wysokie sosny, cieniutkie brzozy.
- Każdy powstały brzeg jest prywatny –
wytłumaczyłam moim przyjaciołom. – Ten tutaj należał do dziadka Niny. Od kiedy
umarł uwielbiała tu przychodzić. Czytała na mostu, robiła sobie pikniki. Razem
z ojcem zbudowała szopę na łódkę. Po jej zaginięciu już tu nie przychodził,
więc szybko ktoś ją ukradł.
Zaczęłam iść w kierunku małego,
drewnianego mostku. Nick szedł obok mnie, zaś Maxine zaraz za nim. Stawiałam
ostrożnie kroki. Niestety, nie było tam żadnego ducha.
- Możecie trochę odejść do tyłu? Jakoś nie
umiem się skupić.
- Jest tutaj? – zapytała z nadzieją w głosie
Maxine.
Pokręciłam głową. Odeszli spory
kawałek, a ja weszłam na skrzypiące deski.
- Dobra Nina – wsadziłam ręce w kieszenie,
bujając się na piętach, co było złym pomysłem, biorąc pod uwagę, że te deski
ledwo mnie trzymały. – Wiem, że to może być dla ciebie trudne i w ogóle. Ale
twoja mama cierpi. Cierpi, bo nie wie, co się stało z jej córką. Proszę cię,
Nino. Jeśli mnie słyszysz, jeśli jesteś duchem, pokaż się.
Oczekiwałam wręcz filmowego efektu.
Że przede mną pojawi się duch. Jednak nic się nie zmieniło. Nie chciałam się
poddawać, ale brakowało mi pomysłu.
Wyjęłam dłonie z kieszeni i splotłam
je ze sobą. Zamknęłam oczy. Wzięłam głęboki wdech. Wyobraziłam sobie miejsce,
gdzie trafiają wszyscy ludzie po śmierci. Skorzystałam z obrazów, które
widziałam we wspomnieniach Maggie. Przed oczami miałam piękne zdjęcia z
Internetu, muzeów, podręczników czy książek, które przedstawiały Niebo.
Skupiałam się na tej dziewczynie i coś mi mówiło, że ona musi gdzieś tu być. I
dusza i ciało.
- Proszę cię.
Wyobraziłam sobie jej twarz, którą
widziałam na zdjęciach. Już w tamtym momencie wiedziałam skąd ją znałam, ale
bałam się przyznać samej sobie. Miałam nadzieję, że nie mam racji.
Poczułam wiatr, ale nie było mi
zimno. Usłyszałam śmiech, ale doskonale wiedziałam, iż słyszę go tylko ja.
Czułam przyjemny zapach, taki, który docierał tylko do mojego nosa. Gdy to
znikło, byłam pewna co zobaczę, kiedy otworzę oczy.
Stojąca dziewczyna wpatrywała się we
mnie ze zdziwieniem. Była ubrana w białą bluzkę na ramiączkach i dżinsowe
spodenki, pokryte jakoś dziwną mazią. Chyba krwią. Oczy miała szeroko otwarte,
ale nie były takie żywe jak oczy Maggie. Te były smutne. Zionęły żalem.
- Jak to zrobiłaś? – jej głos był dziwnie
zachrypnięty.
- Nie mam pojęcia.
- Kim jesteś? – muszę przyznać, że wyglądała
jak taki prawdziwy duch z horroru.
- Even Alians, do usług – ukłoniłam się
żartobliwie. – Wytłumaczysz mi, jak to możliwe, że się tu pojawiłaś.
- Ty mi kazałaś.
Nie do końca byłam pewna jak to
zrobiłam. Zastanawiałam się czy udało mi się to zrobić jednorazowo czy może
stanę się jakoś Zaklinaczką Umarłych? Boże, ale czad.
- Jak to możliwe, że mnie widzisz?
- Jeszcze jeden duch mnie o to zapyta to
zwariuje – mruknęłam pod nosem. – Od szesnastu lat się nas tym zastanawiam.
- Czego ode mnie chcesz?
Zastanawiałam się czego tak naprawdę
oczekiwałam. Chciałam pomóc pani Linday. Ale nie wiedziałam, że Nina, miła i
ciepła, nagle stanie się jakaś inna. W sumie wyglądała strasznie, a mnie
przechodziły ciarki, gdy na nią patrzałam.
- Chcę wiedzieć co się stało.
Zniknęła. Tak po prostu. Odwróciłam
się ze smutkiem, sądząc, że ją spłoszyłam. Mało się nie przewróciłam, gdy
ujrzałam ją za sobą. Cofnęłam się kawałek. Moi przyjaciele patrzyli na mnie z
pytaniami w oczach. Nick bezgłośnie coś powiedział, a ja tylko kiwnęłam głową.
Nina do mnie podeszła. Widziałam
mieszaninę uczyć na jej twarzy; złość, smutek, żal, poczucie winy, nienawiść.
- Nie musisz mi tego opowiadać – wyszeptałam
miękko. Wyciągnęłam przed siebie dłoń. – Wystarczy, że mnie dotkniesz, a ujrzę
to, co chcesz abym zobaczyła.
- Kim ty jesteś?
- Sama chciałabym to wiedzieć.
Wyciągnęła przed siebie dłoń.
Dotknęła mnie. Pociemniało mi w oczach, ale ujrzałam to co chciałam wiedzieć.
Nina
otworzyła drzwi swojemu chłopakowi. Miał promienny uśmiech i czapkę z daszkiem
na głowie. Przywitał się z jej rodzicami – mamę pocałował w policzek, tacie
podał dłoń. Objął swoją dziewczynę. Wyszli razem z domu.
Sceneria się zmieniła. Byli razem w
lesie. Mieli koc i koszyk piknikowy. Trzymała głowę na jego brzuchu. Śmiali się
wymieniali wspomnieniami. Przez głową przelatywały mi ich wspólne chwile.
Początek najmowości. Randki. Kolacje. Jak Nina poznała jego rodziców, a on jej.
Byli szczęśliwi.
Pili sok z plastikowych kubeczków.
On wziął gitarę i zaczął delikatnie grać. Muzyka płynęła cichymi, delikatnymi
dźwiękami. Oboje śpiewali, trochę fałszując, ale im to nie przeszkadzało.
W końcu ona wstała. Poszła do lasu
się załatwić.
- Przez wieczność będę tego żałować –
usłyszałam jej głos.
Było już po zmroku. Ciemność
ogarnęła las. Nina szła, uważając na gałązki. Usłyszała szelest.
Zbagatelizowała go. Kiedy jednak rozległ się bliżej niej, stanęła w miejscu.
Okręciła się wokoło, lecz nikogo nie zobaczyła.
- Kto ku jest? – echo uniosło jej słowa po
całym borze.
Nie otrzymała odpowiedzi. Szła
dalej, zatrzymując się do chwilę. Na jej twarzy malowało się przerażenie.
Podniosła spod sosny duży kamień, mieszczący jej się w dłoni. Ruszyła wzdłuż
ścieżki, prowadzącej do miejsca, w którym czekał na nią chłopak. Szelest był
tuż za nią.
Poczuła oddech na karku. Czyjaś
dłoń, dotknęła jej ramienia. Wzięła zamach, odwracając się szybko, po czym
uderzyła napastnika kamieniem. Gdy otworzyła oczy, ujrzała na ściółce swojego
chłopaka. Leżał martwy ze straszną raną na skroni.
- Nie wiedziałam, że to on – rozległ się głos
Niny.
Uklękła. Wzięła jego głowę na
kolana. Całe dłonie miała umazane jego krwią. Mimo to przytuliła się do niego,
kołysząc, jego jeszcze ciepłe, ciało.
- Nie, proszę nie – łkała w jego włosy. – Nie! Jej głos niósł się po lesie.
Niestety, leżał ona dalej martwy, ze szeroko otwartymi oczami. Nina płakała,
wrzeszczała.
- Nie, nie, nie, nie – powtarzała jak mantrę.
– Kochanie, proszę nie… Po chwili widziałam znowu twarz
ducha, za którą widziałam moich przyjaciół. Zachwiałam się, wiedząc, że skutki
tego co pokazała mi Nina, będą nieubłagane.
- Nie wiedziałam, że to on – oczy dziewczyny
były pełne łez.
- Wiem. Widziałam. – Kręciło mi się w głowie.
Mimo to chciałam poznać dalsze wydarzenia. – Co się stało dalej?
Objęła się ramionami. Nie chciałam
zmuszać jej do pokazania mi prawdy, ale nie miałam innego wyjścia.
- Ja nie… - Po prostu pokaż – dotknęłam jej dłoni. – Wiem,
że to dla ciebie trudne. Ale muszę wiedzieć co się stało.
Kiwnęła głową. Przez chwilę
widziałam jednocześnie ją jako ducha i ją, trzymającą w ramionach martwego
chłopaka.
- Nie do końca wiedziałam co się stało – jej
głos obijał mi się w czaszce. – Byłam pewna jednego – nie będę mogła z tym żyć.
Przed oczami miałam i Ninę, która
jako duch, jako mroczny narrator, mówiła w mojej głowie. Ale widziałam też jak
jedzie autem, pozostawiając je w środku prywatnego lasu. Oderwała rejestracje,
potem wrzuciła je do jeziora. Wylądowały tam też rzeczy z pikniku.
Przez chwilę widziałam wszystko
oczami Niny. Patrzyłam na nieruchome ciało chłopaka. Nagle patrzyłam na nie
dziwnie z góry. Następnie pojawił się dziwny ból, jak gdyby duszenia.
Ciemność.
- Zabiłaś się – wycharczałam, łapiąc się za
gardło.
Trzęsłam się, w głowie mi huczało.
Chwiałam się niebezpiecznie. Jednak nie mogłam się wtedy poddać. Musiałam
wiedzieć wszystko.
- Sądzisz, że mogłabym żyć, gdy on nie żył?
Ze świadomością, że to ja go zabiłam? – zbliżyła się do mnie. – Znałaś go. Był
niesamowity. Świat bez niego nie byłby dla mnie taki sam.
- Pozbawiłaś szczęścia dwie rodziny.
- Myślisz, że o tym nie wiem? Ale jak inaczej
mogło to się zakończyć? Miałam iść do jego rodziców, do brata, ze słowami, że
zabiłam ich syna?
Serce
łomotało mi w piersi.
- Musisz mi pokazać gdzie są wasze ciała –
nogi miałam jak z galarety. Byłam wręcz pewna, iż zaraz zemdleje.
- Nic nie muszę.
- Pojedziemy w las. Wystarczy, że będziesz się
pokazywać na zakrętach, żeby nam wskazać, gdzie mamy skręcić.
Zniknęła.
Tak samo jak moje czucie w nogach. Poleciałam więc przed siebie, czując
ogarniającą mnie ciemność.
Pierwsze co zobaczyłam po otwarciu
oczu, to twarz Nicka. Zmartwiony, wpatrywał się w mnie. Przeciągnęłam się. W
głowie czułam piekielny ból.
Maxine siedziała obok. Policzki
miała zaróżowione. Zrobiło się zdecydowanie zimniej.
- Co się stało, Even? – zapytał przerażony
Nick.
- Przywołałamducha – wymruczałam, trzęsąc się.
Nick spojrzał na swoją dziewczynę.
Zdjął kurtkę, którą następnie zarzucił mi na ramiona. Przyjęłam ją, otulając
się szczelnie.
- Pokazała mi co się wtedy zdarzyło –
wyjaśniłam. Wstałam na chwiejnych nogach, opierając się o Nicka.
Oboje patrzyli na mnie z
wyczekiwaniem. Było mi zimno, kręciło mi się w głowie, w której na dodatek
pulsował ból. Pokierowałam się powoli do auta. Usiadłam za kierownicą,
przekręciłam klucz, następnie ustawiając ogrzewanie. Już po chwili Maxine
wgramoliła się na tylnie siedzenie. Ja oparłam ręce na kierownicy, czekając aż
Nick wsiądzie, a ja zacznę jechać według wskazówek ducha Niny.
- O nie – Nick otworzył drzwi od mojej strony.
Złapał mnie delikatnie za ramię, wyciągając z auta.
Posadził mnie na siedzeniu pasażera.
- Nie będziesz prowadzić. Nie ma mowy.
- No dobra, Even. Mów co zobaczyłaś – pisnęła
Maxine za moimi plecami.
Wzięłam
głęboki oddech. Zacisnęłam dłonie na fotelu, gdy mój przyjaciel zajmował
miejsce obok mnie. Zapiął pas bezpieczeństwa. Później ustawił podgrzewanie na
większe obroty. Po samochodzie rozprowadziło się przyjemne ciepło.
- Nina się zmieniła – zaczęłam. – To już nie
ta sama dziewczyna, o jakiej opowiadała mi jej matka. Pokazała mi jednak co się
stało.
Cała się trzęsłam mimo ogrzewanie.
Było mi gorąco, ale fale zimna powracały. Potarłam czoło, cicho jęcząc.
- Poszła z chłopakiem na randkę do tego lasu,
daleko za jeziorem. Byli szczęśliwi. On ją wystraszył, w samym środku lasu, już
po zmroku, a ona przerażona uderzyła go kamieniem, nie wiedząc, że to on.
Niedługo po tym się powiesiła, nie mogąc znieść poczucia winy. Gdy streszczałam im opowieść w
głowie wręcz mnie łupało. Nick pociągnął mnie za swoją kurtkę, grzebiąc w
kieszeniach. Wydobył z nich trzy opakowania.
- Pomyślałem, że może się przydadzą – podał mi
je. To były moje leki.
Z chęcią zażyłam przeciwbólowe
tabletki, popijając je wodą, którą wyciągnęła ze swojej torby Maxine. Z
zażenowaniem wpatrywałam się w pigułki od psychologa i na dolegliwość, którą
lekarz nazwał anemią.
- Wiem. To co ci dolega, bierze się od
kontaktów z duchami. Ale musisz spróbować brać choć te – wskazał na leki ze
szpitala.
- To i tak nic nie da.
- Skąd wiesz? Jeśli będą pomagać, twoje życie
będzie łatwiejsze. Ile jeszcze razy mamy patrzeć jak mdlejesz przez duchy?
Zrobiłaś się jeszcze bledsza niż zawsze. Po za tym schudłaś. Even, z tobą nie
jest inaczej. Musisz się do tego przyznać.
- Martwimy się o ciebie – Maxine zacisnęła
dłoń na moim ramieniu.
Nie ociągałam się. Wiedziałam, że Nina nie
będzie czekać. Wycisnęłam więc na dłoń po jednej tabletce, połknęłam je i popiłam
wodą.
- Zadowoleni? – burknęłam. – Jedź. Będę ci
mówić jak masz jechać.
Nick ruszył. A ja modliłam się, żeby
Nina się pojawiła.
W końcu trafiliśmy na rozwidlenie
prowadzące prosto lub w lewo. Nick zwolnił, a ja wbiłam wzrok w nastający mrok,
by dostrzec czy gdzieś czeka na nas duch.
Pojawiła się. Majaczyła nad drogą,
wyglądając upiornie. Szczerze zaczynałam się jej bać. Patrzyła na mnie ciemnymi
oczami. Nakazałam skręcić chłopakowi w lewo.
Co jakiś czas w głowie pojawiał mi
się obraz, mówiący gdzie mam skręcić. Niestety, towarzyszył temu zawsze ostry
ból. Po zażytych lekach czułam się trochę lepiej – przeszły mi dreszcze.
Zobaczyłam przed nami Ninę. Nie było
już przed nami żądnych skrzyżowań, więc zrozumiałam, że dojechaliśmy do celu.
Duch przeniknął przez auto, gdy Nick pojechał prosto na nią. Wysiadłam. Miałam przed oczami obraz
miejsca, gdzie powinnam się udać. Obok mnie zmaterializowała się Nina. Jak
duch. Ha ha. Czarny humor.
- Zmienisz bardzo wiele – wyszeptała mi prosto
do ucha.
- Tak, zmienię. Na lepsze – warknęłam.
Zniknęła. Ja zaś odwróciłam się do
moich towarzyszy, którzy wychodzili dopiero z auta.
- Wiecie co, nie chcę, żebyście szli ze mną.
- Chyba oszalałaś – Nick podszedł do mnie. –
Po tym jak nam mdlejesz przy najlepszej sposobności, nigdzie cię nie puścimy
samej.
Maxine podeszła do Nicka. Złapała go
za rękę. Szczerze? Pierwszy raz nie przeszkadzało mi to, że są razem. Wręcz
przeciwnie: cieszyłam się, że oboje mają siebie nawzajem. Szczególnie wtedy, w
momencie ujrzenia tego co mieliśmy zobaczyć.
- Prowadź Sherlocku – powiedziała Maxine.
Więc ruszyliśmy lasem. Było mi nadal
zimno, ale ból głowy tylko delikatnie pulsował mi gdzieś w tyle. Serce biło mi
w tym samym tempie, w jakim stawiałam kroki. Moje kroki odbijały się echem. Tak
samo jak płacz Niny, gdy zabiła swojego chłopaka.
Podniosłam
głowę. Przed nami spostrzegłam Ninę, co było trudne w ciemności jaka
zapanowała.
- To tu? – spytałam ją.
Kiwnęła głową. Rozpłynęła się jak
miała w nawyku. A ja postawiłam dwa niepewne kroki.
- Słuchajcie, ja serio chcę, żebyście
poczekali.
- Ale… - Nie ma żadnego ale. Dajcie mi dwie minuty.
Sprawdzę teren. Przecież to kilka kroków i zaraz tam będę.
Tylko kiwnęli głowami. Szkoda, że
nie wiedzieli co tam tak naprawdę ujrzą.
Ruszyłam przed siebie. Mijałam
gałązki i zaschłe liście, na których jeszcze niedawno leżał śnieg. Przedarłam
się przez krzaki. No i w końcu ujrzałam to, czego bałam się ujrzeć.
Na drzewie wisiało ciało. Nina nie
przypominała Niny-ducha, ani Niny, którą widziałam na fotografiach. Ta wisiała
na grubej linie, zawieszonej na gałęzi. Krzaki zasłaniały jej nogi.
Skierowałam się do jej chłopaka.
Odsłoniłam zasłaniające go chwasty. Pisnęłam. Głośno. Potknęłam się o jakoś
gałąź. Poleciałam na plecy. Zaś za parę sekund pojawili się Nick i Maxine.
Wbili we mnie przerażony wzrok. Potem wpatrywali się w ciało Niny. Na koniec
ich oczy zwróciły się ku jej chłopakowi. Nick wydał głośny jęk. Padł na kolana,
chowając twarz w dłonie.
Tam, przed nim, leżał jego martwy
brat Kevin, z czapką, którą dostał od ich mamy na święta.
I niee brat i imieniu Kevin?!?! Serio xD
OdpowiedzUsuńHaha xD Tak serio
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuń